"Grubych i brzydkich nie ubieramy". Abercrombie pożegnała kontrowersyjnego prezesa

"Grubych i brzydkich nie ubieramy". Abercrombie pożegnała kontrowersyjnego prezesa

Fot. DUPUY FLORENT/SIPA/EAST NEWS

Prezes znanej spółki odzieżowej Abercrombie & Fitch odchodzi po 20 latach - Mike Jeffries zrezygnował ze stanowiska ze skutkiem natychmiastowym. 

Rok temu Jeffriesa pozbawiono - pod presją inwestorów - stanowiska prezesa rady nadzorczej, teraz żegna się z firmą na dobre. Na razie nie wiadomo, kto go zastąpi. 

Wiadomo za to, że następca nie będzie miał łatwo - przez ostatnie lata sprzedaż w sklepach sieci spadała (11 kwartałów z rzędu). 

- Kierowanie grupą ponadprzeciętnie uzdolnionych osób to był dla mnie zaszczyt. Nadszedł czas, by kto inny przejął stery - skwitował Jeffries w komunikacie.

Mimo ostatnich problemów, Jeffries odcisnął jednak swoje piętno w branży odzieżowej. Gdy przejmował władzę w Abercrombie & Fitch, sprzedaż była na poziomie 80 mln dol. Po dwóch latach przychody wzrosły dwukrotnie, a w 1999 r. - u szczytu - Abercrombie notowało ponad miliard dolarów wpływów. 

Jak Jeffries tego dokonał? Przede wszystkim budując wizerunek marki: ekskluzywnej, dostępnej tylko dla pięknych i zgrabnych. Na ubraniach mocno zaznaczył logo, do sklepów zatrudniał sprzedawców-modeli, do reklam podobnie. Półnagie sesje budziły wielkie kontrowersje, ale sprzedaż rosła. A im bardziej na marketing A&F wściekali się rodzice, tym bardziej marka rosła w oczach nastolatków, głównego klienta sieci.

Jeffries posunął się nawet do tego, że latynoskich pracowników wypchnął na zaplecze (spółka z tego powodu miała zresztą głośny proces). 

Dbał też o wizerunek sklepów - projektował je tak, żeby bardziej przypominały nocne kluby niż zwykły sklep z odzieżą. A pewnych rozmiarów - zwłaszcza XXL - świadomie spółka nie produkowała. 

- Wiele osób nie przynależy [do naszego klubu] i przynależeć nie może. Czy wykluczamy ich? Absolutnie tak - opowiadał Jeffries w głośnym wywiadzie dla magazynu Salon. 

Dobry czas dla marki jednak minął - następne pokolenia nastolatków albo przestało dbać o logo (przynajmniej na odzieży), albo przestało zarabiać tyle, by móc sobie na nie pozwolić (Zara czy H&M oferowała prawie dwukrotnie tańsze ciuchy). Zmieniły się też nawyki młodzieży - według badań, dziś coraz więcej wydają w restauracjach. 
 

Czytaj także
Polecane galerie