Rząd tworzy biznes wart miliardy: zlecenia dla firm od urzędów pracy

Rząd tworzy biznes wart miliardy: zlecenia dla firm od urzędów pracy

Fot. uppk.pl

Jak pokazał niedawny raport NIK-u, urzędy pracy mają zatrważająco niską skuteczność w walce z bezrobociem. Jeśli jednak wejdą w życie forsowane przez Ministerstwo Pracy i Polityki Społecznej zmiany w prawie, na ich działalności przynajmniej dobrze wyjdą firmy zajmujące się pośrednictwem pracy.

Jak informuje Puls Biznesu, kierowany przez Władysława Kosiniaka-Kamysza resort chce na wielką włączyć prywatne agencje pośrednictwa pracy do państwowego systemu walki z bezrobociem. Już teraz zdarzają się przypadki tego typu partnerstwa pomiędzy urzędami pracy a prywatnymi firmami, ale skala tego zjawiska jest symboliczna.

Proponowane zmiany w prawie są na razie dyskutowane w Sejmie, ale jeśli nie nastąpi nic nieoczekiwanego, w życie mogą wejść nawet już w marcu. Jak pisze Puls Biznesu, w ten sposób na dłuższą metę stworzony zostanie całkiem nowy rynek, który może być wart miliardy rocznie. Początki są jednak skromne: w 2014 r. resort zarezerwował na ten cel 60 mln zł z Funduszu Pracy.

Urzędy pracy to pośrednictwo bezrobocia

Ministerialne plany zakładają, że komercjalizacja systemu pośrednictwa pracy będzie oznaczać zwiększenie skuteczności walki z bezrobociem, a jednocześnie obniżenie kosztów dla podatnika. Kwestia finansowa jest jednak dość dyskusyjna, o czym za chwilę, ale można się spodziewać, że nowy system zapewni krociowe zarobki firmom pośrednictwa pracy.

Ewa Misiak z Work Service, która jest największą polską agencją zatrudnienia, nie kryje zadowolenia z wejścia w życie nowych zasad walki z bezrobociem:

To jest bardzo ważna reforma. Urzędy pracy same przyznają, że nie są w stanie skutecznie aktywizować części bezrobotnych — tych najdłużej pozostających bez pracy, z niskimi kwalifikacjami zawodowymi lub silnym stopniem niepełnosprawności. Aby przywrócić takie osoby na rynek pracy, niezbędne jest nie tylko pośrednictwo, ale też — a może przede wszystkim — dobrze dobrane doradztwo zawodowe.

Prywatnie Ewa Misiak jest żoną Tomasza Misiaka, byłego senatora Platformy Obywatelskiej, który w 2009 roku został poświęcony przez Donalda Tuska w apogeum tzw. afery stoczniowej. Przypomnijmy, że po tym, jak kierowana przez Misiaka firma otrzymała z wolnej ręki kontrakt na doradztwo dla pracowników zwalnianych ze stoczni w Gdyni i Szczecinie, w niektórych mediach pojawiły się zarzuty pod adresem senatora o konflikt interesów.

Premier Tusk niezwłocznie zapowiedział wykluczenie Misiaka z PO i klubu parlamentarnego. Szef Work Service nie czekał na to i sam wycofał się z polityki. Po jakimś czasie okazało się, że prawo nie zostało złamane – Misiak zażądał przeprosin od oskarżających go mediów, ale do polityki już nie wrócił.

Fabryka za 180 mln zł. Dziś nie ma gazu, ani wody. A urząd pracy chce nasłać komornika

Obecnie Work Service radzi sobie na rynku znakomicie, a nowy system otworzy przed tą firmą zupełnie nowe możliwości. Ewa Misiak deklaruje, że jej firma już teraz jest gotowa do przyjęcia zleceń i już teraz tworzy Krajowe Centrum Pracy, które ma świadczyć usługi na rzecz publicznych urzędów.

Bardzo zainteresowana zleceniami urzędów jest także brytyjska firma Ingeus, której przedstawicielka przekonuje, że specjalizuje się w aktywizowaniu osób długotrwale bezrobotnych, "również na zlecenie publicznych służb zatrudnienia".

Biznes nie idzie w parze z polityką, czyli historia Work Service i byłego senatora

Na razie nie są jednak znane szczegóły reformy, więc inne firmy podchodzą do zapowiadanych zmian ze znacznie większą ostrożnością. Tomasz Walenczak, dyrektor operacyjny w agencji zatrudnienia Manpower, przekonuje, że dopiero znajomość wymagań stawianych agencjom co do skuteczności pozwoli oszacować atrakcyjność biznesową takich zleceń.

Wtóruje mu Katarzyna Gurszyńska z holenderskiej firmy Randstad, która mówi:

Finalny kształt proponowanych zmian nie daje pełnego wyobrażenia o tym, z jakimi warunkami przystąpienia do projektów będziemy mieli do czynienia. Wiele decyzji będzie zapadało już na poziomie konkretnych projektów. Trudno więc dziś o jednoznaczną deklarację, czy staniemy do przetargów, czy nie.

Wracając do kwestii kosztów walki z bezrobociem, jak wyliczyła firma KPMG, w obecnym systemie jedna osoba bezrobotna kosztuje budżet państwa średnio prawie  13 tys. złotych. Składa się na to niemal 9 tys. zł wydatków na zasiłki i składki zdrowotne oraz 4 tys. zł utraconych wpływów (PIT, składki społeczne i zdrowotne). W nowym systemie urzędy pracy zewnętrznym firmom mają płacić 11,5 tys. zł za jednego zaktywizowanego bezrobotnego.

W tym miejscu pojawia się problem, kiedy bezrobotnego można uznać za zaktywizowanego. Jak wynika ze wspomnianego raportu Najwyższej Izby Kontroli, metodologia obliczania skuteczności urzędów pracy bierze pod uwagę jedynie sam fakt zdobycia przez bezrobotnego pracy i w ogóle nie bierze pod uwagę, co dzieje się z nim potem. NIK szacuje, że skuteczność urzędów wynosi nie 60 procent, jak twierdzą, lecz jedynie 10 procent, co oznacza, że przywracanie jednego bezrobotnego rynkowi pracy kosztuje nas, bagatela, 50-60 tys. zł.

W tym miejscu pojawia się duży problem. Jeśli nic nie zmieni się w sposobie oceniania skuteczności walki urzędów pracy z bezrobociem, może się okazać, że prywatne firmy pośrednictwa będą pobierać po 11,5 tys. zł za jednego zaktywizowanego bezrobotnego bez względu na to, czy dana osoba faktycznie pozostanie na rynku pracy, czy fakt zatrudnienia okaże się jedynie chwilowy, czy wręcz fikcyjny.

Czytaj także
Polecane galerie