30 menedżerów uwikłanych w aferę z Volkswagenem? Koncern komentuje

30 menedżerów uwikłanych w aferę z Volkswagenem? Koncern komentuje

Fot. Jacek Bereźnicki

Odnosząc się do doniesień tygodnika "Der Spiegel" niemiecki koncern motoryzacyjny Volkswagen zaprzeczył, jakoby 30 menedżerów było zamieszanych w manipulacje wynikami pomiarów emisji spalin w silnikach Diesla. Tygodnik z kolei powoływał się na badania śledczych.

- Ta liczba jest całkowicie bezpodstawna - powiedział agencji Reutera rzecznik niemieckiego producenta w siedzibie koncernu w Wolfsburg.

W zeszłym tygodniu szef amerykańskiego oddziału koncernu Michael Horn tłumaczył, że winę za skandal ponosi "kilku inżynierów ds. oprogramowania", którzy instalowali specjalne programy fałszujące wyniki testów emisji szkodliwych substancji.

Niemiecki tygodnik zwraca uwagę, że w sprawie należy się jednak spodziewać zawieszenia kilkunastu osób na kierowniczych stanowiskach. "Spiegel" powołał się na wyniki śledztw, prowadzonych zarówno przez firmę prawniczą Jones Day, jak i samego producenta. Tygodnik podkreśla, że krąg osób zamieszanych w aferę może być jeszcze większy.

W ubiegłym miesiącu amerykańska federalna Agencja Ochrony Środowiska (EPA) poinformowała, że w swych samochodach z silnikami Diesla Volkswagen instalował zabezpieczenia przed nadmierną emisją tlenków azotu podczas testów. Ujawnienie tego faktu wywołało najpoważniejszy na przestrzeni ostatnich lat skandal w globalnej branży motoryzacyjnej, a Volkswagenowi grożą teraz w USA wielomiliardowe kary.

Oprogramowanie wyłączało system neutralizacji tlenków azotu podczas normalnej eksploatacji samochodu i włączało go w razie rozpoznania, że silnik poddawany jest testom. Volkswagen przyznał się, że wykorzystał takie rozwiązanie łącznie w około 11 mln samochodów na świecie, z których około 8 mln sprzedano w państwach Unii Europejskiej, w tym 2,8 mln w Niemczech.

Nowe oprogramowanie w modelach na 2016 rok

Volkswagen poinformował władze USA o wykryciu w samochodach z silnikami Diesla z modeli rocznikowych 2016 oprogramowania, które mogłoby wpływać na dalsze manipulacje wynikami kontroli emisji spalin - podała w środę agencja Associated Press.

Niemiecki koncern motoryzacyjny potwierdził AP, że "dodatkowe urządzenie kontroli emisji" działa na innych zasadach niż odkryte wcześniej zabezpieczenia przed nadmierną emisją tlenków azotu podczas testów; instalowane one było w modelach z lat 2009-2015.

Sprawa modeli rocznikowych 2016 została zgłoszona w zeszłym tygodniu amerykańskiej federalnej Agencji Ochrony Środowiska (EPA) i urzędom w Kalifornii. Nowe oprogramowanie zwiększa temperaturę pracy katalizatora, przez co urządzenie sprawniej eliminuje szkodliwe substancje w spalinach - szczególnie dotyczy to tlenku azotu.

To (urządzenie) posiada możliwość rozgrzewania (katalizatora), a całe rozwiązanie czeka na akceptację agencji. Amerykańskie władze badają obecnie tę kwestię, a Volkswagen udziela im dodatkowych wyjaśnień - poinformowała AP rzeczniczka koncernu w USA Jeannine Ginivan.

AP podkreśla, że amerykańskie władze badają, czy nowe oprogramowanie było kolejną i świadomą próbą oszukania testów emisji spalin.

Mamy długą listę pytań do VW w tej sprawie. Do tej pory otrzymaliśmy odpowiedzi na niektóre, jednak nie na wszystkie - powiedziała przedstawicielka administracji EPA ds. jakości powietrza Janet McCabe. Nie potrafiła odpowiedzieć, czy umieszczenie tego urządzenia w modelach rocznikowych 2016 było złamaniem amerykańskiego prawa.

AP dodaje, że do czasu wyjaśnienia sprawy stosowania "dodatkowego urządzenia kontroli emisji" tysiące samochodów Beetle, Golf, Jetta i Passat będą musiały pozostać w amerykańskich portach, gdzie będą poddane kwarantannie. Po zakończeniu dochodzenia amerykańskie władze będą musiały wyrazić zgodę na ich wprowadzenie do sprzedaży. AP przypomina, że na te samochody czekali sprzedawcy koncernu, którzy musieli wycofać z tamtejszego rynku auta z silnikami Diesla z wcześniejszych roczników, w których wykryto oprogramowanie fałszujące testy pomiaru emisji spalin.

Tego samego dnia Skoda, należąca do VW, poinformowała, że jej dotychczasowy prezes Winfried Vahland nie obejmie stanowiska szefa oddziału Volkswagena na Amerykę Północną, jak to zostało zakomunikowane 24 września. Koncern informował wtedy, że Vahland będzie bezpośrednim przełożonym dotychczasowego szefa oddziału koncernu w USA - Michaela Horna.

W oświadczeniu podkreślono, że decyzja Vahlanda była spowodowana "różnicą zdań na temat organizacji nowej grupy w regionie". Poza rezygnacją ze stanowiska Vahland postanowił także odejść z firmy.

W ubiegłym miesiącu EPA poinformowała, że w swych samochodach z silnikami Diesla Volkswagen instalował zabezpieczenia przed nadmierną emisją tlenków azotu podczas testów. Ujawnienie tego faktu wywołało najpoważniejszy na przestrzeni ostatnich lat skandal w globalnej branży motoryzacyjnej, a Volkswagenowi grożą teraz w USA wielomiliardowe kary.

Oprogramowanie wyłączało system neutralizacji tlenków azotu podczas normalnej eksploatacji samochodu i włączało go w razie rozpoznania, że silnik poddawany jest testom. Volkswagen przyznał się, że wykorzystał takie rozwiązanie łącznie w około 11 mln samochodów na świecie, z których około 8 mln sprzedano w państwach Unii Europejskiej, w tym 2,8 mln w Niemczech.

Pojęcie modelu rocznikowego nie zawsze odnosi się do daty wyprodukowania samochodu. Często auta, które w ostatnich miesiącach roku opuszczają fabrykę, są określane jako model rocznikowy z roku następnego.

 

Zobacz też: Sukces Subaru okupiony cierpieniem pracowników?

PAP
Czytaj także
Polecane galerie