Informatyczna wpadka w wyborach. Winne PKW czy Nabino?

Informatyczna wpadka w wyborach. Winne PKW czy Nabino?

Fot. Andrzej Hulimka/WP.PL

1,5 mln zł z przetargów, 750 tys. zł z unijnej dotacji  - to osiągnięcia łódzkiej spółki Nabino, która w tym roku debiutuje przy obsłudze komputerowej wyborów samorządowych. I to debiutuje z rozgłosem, jakiego chyba nie chciała.

Choć wybory zakończyły się już kilkanaście godzin temu, to na stronie PKW o godzinie 11 nie ma wyników z nawet jednej komisji obwodowej. Jest tylko frekwencja na godzinę 17.

- Możliwe jest, że przejdziemy na liczenie ręczne - mówili na konferencji prasowej szefowie Państwowej Komisji Wyborczej.

Pierwsze problemy z systemem wyborczym pojawiły się już dwa tygodnie przed samym głosowaniem.  Były testy, deklaracje PKW i samego Nabino o niezawodności. Rzeczywistość pokazała co innego. W dniu wyborów część komisji nie mogła przesłać wyników frekwencji, bo system się wieszał. To było jednak dopiero preludium do tego co wydarzyło się po zamknięciu lokali wyborczych. Większość komisji do godzin przedpołudniowych nie wysłało danych do PKW.

Kto odpowiada za to zamieszanie? Zwycięzcą przetargu na obsługę wyborów jest Nabino, niewielka firma z Łodzi. Choć próbowaliśmy się dowiedzieć ile osób zatrudnia, odmówiono nam takiej informacji.

[VIDEO]http://get.wp.tv/i,get,mid,1600074,index.html{autoplay}[/VIDEO]

- Zabroniono mi o tym mówić. Pani prezes nie ma, wiceprezesa także. Wszyscy są w Warszawie. Rozmawiać będziemy dopiero w piątek - usłyszeliśmy w Nabino.

Według danych zamieszczonych na jej stronie powstała w 2009 roku "przy współpracy dwojga ludzi zajmujących się wszelkiego rodzaju usługami internetowymi. Nasz ponad 6-cio letnie doświadczenie w branży informatycznej pozwoliło zdobyć wiedzę, jaka stała się fundamentem spółki".

Spółka w tym samym roku dostała 750 tys. zł na "stworzenie internetowego serwisu elektronicznego obiegu dokumentów".

"Korzystając z unijnych dotacji otrzymujemy szansę na stworzenie bardziej kosztownych a zarazem bardziej funkcjonalnych systemów informatycznych" - pisze Nabino na swoje stronie internetowej.

Przetarg na obsługę wyborów samorządowych wygrali w sierpniu. Jako jedyni złożyli ofertę. Zobowiązali się do wykonania zadania za niecałe 430 tys. zł. I to w niecałe trzy miesiące - dokumenty SIWZ są datowane na 11 lipca 2014, wyboru oferty dokonano 4 sierpnia, a główne elementy systemu miały być gotowe już 15 września.

W przetargu, w którym 49 proc. oceny stanowiła cena, otrzymali 69,3 punkty.

We wrześniu na portalach rekrutacyjnych pojawiło się od Nabino sporo nowych ofert pracy. Spółka szukała m.in. programistów front-end czy PHP, a także UX designer (ma tworzyć przyjazny i łatwy wygląd aplikacji).

Jak wynika z portfolio Nabino, firma żyje głównie z przetargów dla administracji państwowych.

przetargi660.jpg

Prześwietl.pl

Największy sukces finansowy to kontrakt z Muzeum Wojska w Białymstoku - ponad 485 tys. zł za "wykonanie portalu internetowego oraz dostawę sprzętu komputerowego"

Spółka wygrywała też przetargi na:

  • system do wyborów uzupełniających do Senatu RP wraz z administrowaniem i utrzymaniem
    (120,5 tys. zł)
  • zaprojektowanie i wykonanie witryn internetowych wyników głosowania i wyników wyborów wraz z prowadzeniem i administrowaniem (209,1 tys. zł)

Wcześniej zwyciężali w konkursach  dla Centralnej Komisji Egzaminacyjnej (30 tys. zł, m.in. za dzierżawę serwerów) czy za "wdrożenie prototypu systemu pocztowego w sieci Internet" (dla MON - 67,5 tys. zł).

Jeszcze przed wyborami, a po pierwszych sygnałach o problemach z systemem, Nabino wydało komunikat. Jego wiceprezes Maciej Cetler twierdził, że wykonano próby na większych obciążeniach niż ruch spodziewany w trakcie wyborów.

- W czasie testów system miał za zadanie przyjęcie 120 tysięcy protokołów głosowania i informacji o frekwencji w czasie 2 godzin. W czasie realnego liczenia głosów, czyli po zamknięciu lokali wyborczych 16 listopada, system będzie musiał przyjąć taką liczbę protokołów i informacji o frekwencji, ale w znacznie dłuższym czasie, szacowanym, na podstawie poprzednich wyborów samorządowych, na ok. 10-12 godzin, czyli o osiem godzin więcej niż miało to miejsce podczas testów - napisał Cetler.

Po kłopotach w trakcie wyborczej nocy, spółka Nabino nie wydała żadnego komunikatu tłumaczącego z czego mogą one wynikać.

WINNA NIE TECHNOLOGIA, A URZĘDNICY?

Jak zauważył Dziennik.pl, problem może leżeć nie tylko po stronie wykonawcy, ale zamawiającego czyli Krajowego Biura Wyborczego. Jak pisze serwis "urzędnicy KBW nie potrafią sprecyzować zamówienia tak, by dało się zadanie wykonać i to w terminie". Z tekstu wynika bałagan i brak kompetencji przy konstruowaniu przetargów na systemy wyborcze.

Np. do przetargu na "Platformę Wyborczą 2.0" zgłosiły się dwie firmy: Enigma i Państwowa Wytwórnia Papierów Wartościowych. Obie spółki zaraz zgłosiły jednak poważne zastrzeżenia do przetargu: nierealne i łamiące prawo warunki w zamówieniu. PKW nie chciało udostępnić pełnej specyfikacji systemu, co więcej - co innego napisano w Biuletynie Zamówień Publicznych, co innego w zamówieniu na stronie PKW.

Biztok.pl próbował skontaktować się z firmą Pixel, która ostatnie dziesięć lat obsługiwała wybory od strony informatycznej, ale nie startowała nawet w przetargu do obsługi ostatnich. Spółka odmówiła komentarza. Na swojej stronie zamieściła komunikat

Odpowiadając na  kierowane do nas zapytania, informujemy, że Pixel Technology nie bierze udziału w obsłudze informatycznej wyborów samorządowych w roku 2014 r. Nie jest również autorem oprogramowania używanego w tej akcji.

Sprawie zamieszania wokół wyborów samorządowych chce przyjrzeć się NIK.

Na czym polega problem z systemem informatycznym? Po pierwsze nie ma on żadnego wpływu na wynik wyborów, bo de facto nie służy on do liczenia głosów, a jedynie do przesyłania danych do PKW. Członkowie każdej obwodowej komisji  wyborczej (czyli tych wszystkich punktów zlokalizowanych w szkołach, ośrodkach kultury czy szpitalach) zaraz po zamknięciu lokali, zaczynają zliczać poszczególne głosy. Gdy znają wyniki u siebie, muszą przesłać je do PKW przy pomocy systemu informatycznego. Ten ma nie tylko wysłać dane, ale także sprawdzić czy zgadza się np. liczba kart wydanych do liczby głosów. To właśnie na tym etapie sprawdzania i wysyłania zliczonych wyników system zaczął szwankować.

Jeśli problemu nie uda się rozwiązać, to dane będą musiały zostać wysłane przez kurierów. PKW będzie ręcznie wszystko zliczał i dopiero wtedy oficjalnie poinformuje o ostatecznych wynikach wyborów.

Czytaj także
Polecane galerie