Narodowy to już "PGE Narodowy". Trzeba było sprzedać tę nazwę?

Narodowy to już "PGE Narodowy". Trzeba było sprzedać tę nazwę?

Fot. Mateusz Włodarczyk/wikimedia/CC BY-SA 3.0

Kupowanie praw do nazwy stadionu to w świecie sportowym norma, a korzystają na tym obie strony: i stadiony, i sponsorzy - uważają eksperci. W czwartek ogłoszono, że Stadion Narodowy w Warszawie będzie nosić nazwę "PGE Narodowy".

Wartość umowy pomiędzy operatorem stadionu spółką PL.2012+, a PGE Polską Grupą Energetyczną jest owiana tajemnicą. Prezes spółki PL.2012+ Tomasz Półgrabski powiedział jedynie w czwartek, że - Jej wartość równa jest średniej takich umów podpisywanych z klubami niemieckiej Bundesligi.

Jak wskazała Aleksandra Marciniak, general manager w agencji Havas Sports&Entertainment, kupowanie praw do nazw stadionów staje się w świecie regułą - często właściciele stadionów są do tego zmuszeni przez sytuację ekonomiczną.

- Kiedy Borussia Dortmund wskutek złego zarządzania klubem stanęła na krawędzi bankructwa, za przeszło 120 milionów euro sprzedała prawa do nazwy stadionu Westfalenstadion i dziś Kuba Błaszczykowski i jego koledzy grają na Signal Iduna Park. Arsenal gra przy Emirates, monachijskie kluby przy Allianz Arena, Legia do niedawna grała przy Pepsi Arena, a w tej chwili trwają poszukiwania kolejnego sponsora. Swoich sponsorów tytularnych mają też mniejsze i mniej znane obiekty, również w Polsce - wskazała.

- Trudno sobie to wyobrazić takie działanie w przypadku niektórych stadionów, czy raczej świątyń futbolu, jak Camp Nou, Wembley, Old Trafford czy Santiago Bernabeu, jednak takich wyjątków z roku na rok jest coraz mniej i raczej potwierdzają regułę - dodała.

Umowa między PL.2012+ a PGE będzie obowiązywać do 10 października 2020 r., ale można ją będzie przedłużyć. Nazwa PGE Narodowy obowiązuje już od 10 lipca br. Zdaniem ekspertów taka umowa jest korzystna dla obu stron.

- Stadion Narodowy budzi pozytywne skojarzenia, mimo wpadek organizacyjnych, które się tam zdarzały. Zarówno warszawiacy czy mieszkańcy innych części Polski, jeśli byli na Narodowym, to mówią o nim bardzo dobrze. Dla większości marek, w tym wypadku PGE, skojarzenie z takim miejscem jest korzystne. Chodzi o połączenie nazwy firmy z tymi wszystkimi pozytywnymi rzeczami, które się na stadionie dzieją, z zabawą, wypoczynkiem, ale także dobrymi emocjami towarzyszącymi kibicowaniu, z energią - powiedział Łukasz Kurpiewski, wspólnik w Mindset Communication Support.

Jak zauważył, stadion musi funkcjonować jak każda inna firma i zarabiać na swoje utrzymanie. - Można oczywiście mówić, że zestawianie nazwy firmy ze słowem +narodowy+ jest szarganiem świętości, ale ja jestem daleki od takiego podejścia. PGE nie jest żadną kontrowersyjną firmą, więc jej marka nie przynosi stadionowi ujmy. Nie możemy oczekiwać od żadnej firmy, również państwowej, by zarabiała, jednocześnie odcinając ją od możliwości zarabiania - ocenił.

Eksperci odnieśli się również do wpadek, które zdarzały się na stadionie.

-Termin "Basen Narodowy" wszedł praktycznie do języka codziennego, ale nie sądzę, żeby wpadki organizatorów wydarzeń na Stadionie Narodowym dominowały dziś w percepcji odbiorców. To najnowocześniejszy stadion w Polsce i jeden z nowocześniejszych w Europie, obiekt, którego nie musimy się wstydzić. Jednocześnie dzieje się tam mnóstwo imprez, nie tylko piłkarskich. Są imprezy motoryzacyjne, windsurfingowe, koncerty, pikniki, atrakcje zimowe, biegi, targi, konferencje i mnóstwo innych wydarzeń. W odbiorze społecznym obiekt na pewno nie ma złego wizerunku, który mógłby się przełożyć na wizerunek sponsora - powiedziała Aleksandra Marciniak.

- Można by się jedynie zastanawiać, czy nazwa "Stadion Narodowy" nie jest już zbyt mocno zakorzeniona w świadomości Polaków, aby teraz zastąpić ją inną, uwzględniającą nowego sponsora - dodała.

PAP
Czytaj także
Polecane galerie