Najpopularniejszy w Polsce portal o finansach i biznesie
Polskie firmy gotowe na wojnę

Polskie firmy gotowe na wojnę

Fot. st.szer. Jarosław Dypolt/MON

Nawet 100 tys. polskich firm jest gotowych stworzyć organizację paramilitarną - wynika z badania przeprowadzonego przez Związek Przedsiębiorców i Pracodawców. Biznesmeni zamierzają nie tylko wystawić półmilionową armię, ale też częściowo ją utrzymywać.

"Jaka będzie Twoja reakcja na możliwość tworzenia grup obrony cywilnej przy firmach?" - brzmiało pytanie zadane przedsiębiorcom przez ZPP. Blisko połowa właścicieli firm stwierdziła, że w razie zagrożenia ze strony Rosji chętnie utworzy przy swoich przedsiębiorstwach oddziały paramilitarne. Tylko co czwarty biznesmen stwierdził, że obrona terytorialna Polski go nie interesuje.

af234234gfg34.png

 

Najmniejszą ochotę do tworzenia oddziałów samoobrony mają firmy odzieżowe oraz medyczne. Tu odsetek niechętnych do sięgnięcia po broń sięga ponad 50 proc. Entuzjazmem do pomysłu nie pałają też finansiści. Woli walki nie ma co trzeci z nich.

Najbardziej skorzy do tworzenia oddziałów samoobrony są marketingowcy, szefowie firm motoryzacyjnych oraz spożywczych. Poza tym chętniej w działaniach zbrojnych, uczestniczyć chciałyby przedsiębiorstwa niewielkie oraz mające swoją siedzibę na wschodzie kraju.

W badaniu przeprowadzonym przez Dom Badawczy Maison udział wzięło ponad 500 firm z sektor małych i średnich przedsiębiorstw. Na tej podstawie obliczono, że ponad 100 tys. biznesmenów jest w stanie stworzyć oddziały do obrony przed ewentualną agresją.

- Wyniki badań mnie nie dziwią. Obok motywacji patriotycznej, przedsiębiorcy wiedzą, co oznaczałaby dla nich rosyjska okupacja. Większość zdaje sobie sprawę, że normalne funkcjonowanie firmy w takich warunkach jest bardzo trudne - mówi Cezary Kaźmierczak, prezes ZPP.

Badań nie przeprowadzono na darmo. ZPP oraz Warsaw Enterprise Institute lobbują za zmianami prawa, które ułatwią już teraz tworzenie grup samoobrony przy firmach. Przedsiębiorcy chcą, by państwo pokryło koszty zakupu broni i amunicji potrzebnych do wyszkolenia pracowników. Część pieniędzy na cele samoobrony cywilnej wyłożą jednak firmy. Na przykład kupią szafy do przechowywania karabinów, sfinansują ćwiczenia na strzelnicy i poligonie.

- W tej chwili obrony cywilnej nie ma. Wiem, że nad jej odbudową trwają prace w BBN-ie i Akademii Obrony Narodowej. Po co ją jednak tworzyć od nowa, skoro można skorzystać z istniejących struktur? Chcemy, by powstało 100-150 tys. grup opartych o strażaków-ochotników, grupy rekonstrukcyjne i właśnie przedsiębiorców. W Estonii jest podobny program. Każdy Szwajcar jest też przygotowany na ewentualną wojnę. Podobnie w Izraelu, gdzie broń jest przechowywana w szafach i wyjmuje się ją na ćwiczenia oraz w razie konfliktu zbrojnego – tłumaczy Biztok.pl ideę oddziałów samoobrony Cezary Kaźmierczak.

Każdy oddział miałby liczyć od trzech do sześciu osób. To pozwoliłoby więc na stworzenie paramilitarnych oddziałów liczących w sumie nawet 0,5 mln osób. Taka obrona cywilna oczywiście nie byłaby regularnym wojskiem, ale miałaby odstraszać ewentualnego agresora.

- Koszty jej utworzenia będą relatywnie niskie w porównaniu z cenami nowoczesnego uzbrojenia. Państwo powinno sfinansować zakup dla każdego oddziału broni automatycznej, granatów i RPG. No i co oczywiście amunicji. Oddziały będą miały sens tylko wtedy, gdy będą regularnie szkolone. Minimum to wizyta na strzelnicy czy poligonie dwa razy w roku - tłumaczy Biztok.pl Kaźmierczak.

Szczegóły propozycji dotyczących stworzenia samoobrony ZPP chce ujawnić w październiku.

Czytaj także
Polecane galerie