Przetarg na usługi pocztowe dla sądów. Ruch rzuca rękawicę Poczcie Polskiej i InPostowi

Przetarg na usługi pocztowe dla sądów. Ruch rzuca rękawicę Poczcie Polskiej i InPostowi

Fot. Jacek Bereźnicki

Ruch chce rzucić wyzwanie liderom rynku usług pocztowych i zdobyć wart 700 mln zł kontrakt na obsługę sądów - ustaliła "Rzeczpospolita". O trzyletnią umowę, która miałaby wejść w życie w 2016 r., biją się - podobnie jak w 2013 r. - najwięksi operatorzy w naszym kraju: Poczta Polska i InPost. Pojawienie się nowego gracza może być jednak sporym zaskoczeniem.

- Jesteśmy gotowi do obsługi listów, zatem ewentualna decyzja o przystąpieniu do przetargu nie wymaga od nas specjalnych przygotowań - mówi Izabela Cicha, rzeczniczka Ruchu.

Spółka, która w konsorcjum z InPostem i Polską Grupą Pocztową (PGP należy do grupy InPost) wygrała w 2013 r. dwuletni kontrakt dla sądów i prokuratur, zdobyła już cenne doświadczenie. Szeroka, ogólnopolska sieć kiosków Ruchu była kluczowym elementem zwycięskiej ofert InPostu.

Zdaniem analityków złożenie samodzielnej oferty przez Ruch wydaje się mało prawdopodobne. Jak podkreślają, Ruch posiada tylko sieć punktów odbioru przesyłek. Możliwe więc, że nawiąże współpracę z mniejszym operatorem pocztowym, albo z firmami kurierskimi.

Rozstrzygnięty w 2013 r. wart ponad pół miliarda złotych kontrakt na świadczenie usług pocztowych dla sądów i prokuratur stał się zarzewiem ostrego konfliktu pomiędzy konkurującymi o niego firmami, który ostatecznie trafił na salę sądową.

Oferta konsorcjum PGP i Ruchu wygrała, bo okazała się o ponad 84 mln zł niższa od Poczty Polskiej, ale państwowy operator pocztowy odwołał się od wyników tego przetargu, wskazując, że PGP nie spełniała jednego z warunków przetargu, dotyczącego ilości placówek pocztowych. Jej skarga została jednak oddalona przez sąd.

Poczta Polska nie dała jednak za wygraną i w tej samej sprawie złożyła zawiadomienie do prokuratury, dowodząc, że w celu uzyskania zamówienia publicznego, PGP złożyła nierzetelne pisemne oświadczenie w zakresie dotyczącym wymogów stawianych przez zamawiającego. Chodziło głównie o posiadanie co najmniej jednej placówki pocztowej w każdej gminie, czynnej co najmniej pięć dni w tygodniu, oraz placówki na każde 6 tys. mieszkańców lub na 85 km kw. powierzchni.

W toku śledztwa prokuratura zleciła m.in. analizę, mającą na celu określenie ilości i rozmieszczenia placówek pocztowych, jakimi faktycznie dysponował, czy też mógł dysponować wykonawca. Uznała jednak, że w sytuacji, gdy zamawiający nie określił jednoznacznie, w której dacie - składania ofert, czy przystąpienia do realizacji zamówienia - ma być spełniony wymóg objęcia siatką placówek pocztowych obszaru całego kraju, pole do różnych interpretacji pozostało otwarte.

"W toku śledztwa ustalono, że nawet członkowie komisji przetargowej przesłuchiwani na te okoliczności nie byli jednomyślni, czy datą kluczową dla ustalenia posiadanych przez wykonawcę zasobów miałby być dzień złożenia oświadczenia, czy dzień przystąpienia do realizacji umowy" - stwierdziła prokuratura.

W tym stanie rzeczy uznała, że "pełnomocnik PGP, działający z porozumieniu z członkami zarządu spółki, którzy przecież dokonali interpretacji dla siebie korzystniejszej składając określonej treści dokumenty, nie mógł świadomie mijać się z prawdą".

Według prokuratury, zarówno pełnomocnik PGP, jak też członkowie Zarządu wiedzieli, że jako samodzielny podmiot PGP nie spełnia warunków formalnych ani w dacie składania ofert, ani też nie spełni ich w momencie przystąpienia do realizacji zamówienia. "Niemniej jednak, angażując do projektu zespół podwykonawców (InPost, Ruch, Inforsys) mieli przekonanie, że z ich pomocą będą w stanie objąć siatką placówek pocztowych obszar całego kraju, poczynając od 1 stycznia 2014 roku" - uznała prokuratura.

Według takiej interpretacji, złożone oświadczenie było zatem subiektywnie prawdziwe i trudno doszukiwać się, by PGP chodziło o celowe i świadome wprowadzenie Zamawiającego w błąd - stwierdziła prokuratura umarzając śledztwo.

PAP
Czytaj także
Polecane galerie