Ten człowiek może uratować frankowych kredytobiorców. Decyzję podejmie w czwartek

Ten człowiek może uratować frankowych kredytobiorców. Decyzję podejmie w czwartek

Fot. wikipedia

Czwartek 15 stycznia wielu zapamięta, jako jeden z najczarniejszych dni w swoim życiu. Od podjętej tego dnia decyzji Narodowego Banku Szwajcarii złotówka straciła względem franka 21 proc., a razem z nią proporcjonalnie tracili majątek frankowi kredytobiorcy. Jest jednak nadzieja, że dokładnie tydzień później, w kolejny czwartek, zła passa się odwróci. Wszystko zależy od decyzji prezesa Europejskiego Banku Centralnego.

Za spadek kursu złotego w czarny czwartek 15 stycznia obwinia się Narodowy Bank Szwajcarii (SNB). Dobrze jednak zdawać sobie sprawę, dlaczego SNB podjął taką decyzję a nie inną? I dlaczego kurs spadł aż o 21 proc.

Otóż, po pierwsze, to nie tyle spadł kurs złotówki do franka, ile kurs euro do franka, a dopiero za euro szła złotówka. Gospodarka polska jest tak silnie związana ze strefą euro, że ruchy na euro muszą odbijać się i na złotym.

W feralny dzień połowy stycznia euro do franka straciło 17 proc.! Trochę większe wahnięcie złotego to tylko efekt spodziewanych problemów polskich banków z gorszą jakością portfela kredytowego. Nawet gdyby Polska przyjęła wcześniej euro, to niewiele by to dla frankowców zmieniło. Oszczędzili by zaledwie kilka procent.

Przyczyn ubiegłotygodniowych wydarzeń należy szukać więc w tym, co się dzieje z walutą euro a nie w szwajcarskich finansach. Co takiego się stało?

Otóż Szwajcarzy od 2011 r. związali swoją walutę z euro w specyficzny sposób. Bank centralny pilnował, żeby kurs euro nie spadł poniżej 1,20 franka, w związku z czym w przypadku zbytniego zainteresowania rynku szwajcarską walutą dodrukowywano franka i za taki pusty pieniądz skupowano euro. Wszystko w imię dbałości banku centralnego o gospodarkę a konkretnie o korzyści eksporterów. Taki proceder trwał ponad trzy lata i Helweci w tym czasie zgromadzili pokaźne zasoby aktywów denominowanych w europejskiej walucie.

Rok 2014 stał pod znakiem prób ożywienia gospodarki unijnej, co Europejski Bank Centralny realizował we właściwy sobie sposób, czyli przez osłabianie waluty. W czerwcu EBC wprowadził ujemną stopę procentową i ogłosił program luzowania ilościowego, tj. dodruku euro w celu wykupu z rynku obligacji. Spodziewano się czegoś na kształt umarzanego właśnie „luzowania” przez amerykański Fed. W rzeczywistości europejski program różnił się od swojego odpowiednika zza oceanu, bo nie dotyczył obligacji rządowych i okazało się, że poziom jego wykorzystania jest dużo niższy niż się spodziewano.

Prezes EBC, Mario Draghi, ma jednak w końcu spełnić oczekiwania i na konferencji banku 22 stycznia zadeklarować rozszerzenie dodruku. Mario Draghi jeździ obecnie po najważniejszych stolicach europejskich, żeby ustalić szczegóły.

- Na są rynku obawy, że program może być gigantyczny. – twierdzi Marek Rogalski, główny analityk walutowy Domu Maklerskiego BOŚ. - Pojawiły się opinie ważnych unijnych osobistości, że program musi być na tyle duży, żeby przyniósł efekt. To właśnie dlatego przyśpieszyła wyprzedaż euro!

Postawmy się teraz w sytuacji Szwajcarów. Nadrukowali franka, skupując aktywa w euro, które teraz będą tracić na wartości, bo EBC zacznie dodruk na większą skalę. Decyzja o zaprzestaniu obrony poziomu 1,20 uchroniła Szwajcarię przed atakiem spekulantów i koniecznością dodruku nieznanej ilości franków, co z kolei mogło być niebezpieczne dla gospodarki. Jednym posunięciem błyskawicznie wyjaśniono więc sytuację. Skala umocnienia franka może wynikać nie tylko z wyceny ile frank jest wart w euro, ale również z obawy przed wyprzedażą szwajcarskich aktywów w euro.

Jeszcze w grudniu 2014 r. SNB próbował osłabić franka, ustanawiając ujemne stopy depozytowe, czyli powielając ruch EBC ze stycznia. Niestety nie podziałało i cały czas widoczny był napór rynku na poziom 1,20. Stąd właśnie pozornie nagła decyzja. Teraz właściwie nie ma już powodu, żeby spekulanci dalej atakowali kurs franka, bo nie ma wyczekującego nawisu popytu nad podażą. Po trzech latach obrony kurs znowu ustalany jest rynkowo. Cała obrona na nic.

Nie jest powiedziane, że kurs nie wróci jednak do poprzednich poziomów. Wszystko zależy od decyzji Mario Draghiego. Jeśli okaże się, że program luzowania ilościowego będzie miał parametry odbiegające od tego, czego się spodziewa rynek, to może nastąpić ruch odwrotny, poprawiający sytuację frankowców.

- Gdyby się okazało, że skala programu ograniczy się tylko do 0,5 bln euro - co jest poziomem z ankiety przeprowadzonej przez agencję Bloomberg - to można uznać, ze chwilowo sytuacja jest już zdyskontowana i oczekiwać czasowego odwrócenia tendencji spadkowej, zamykania pozycji krótkich na euro - ocenia Marek Rogalski. - Odreagowanie pojawi się jednak nie wcześniej, niż po wyborach w Grecji. EBC może mieć bowiem pewne trudności technicznie z wprowadzeniem całego programu. Nie wiadomo m.in. jak ominąć temat Grecji, skoro ta chce wyjść ze strefy euro. Jeden z prawdopodobnych scenariuszy zakłada, że EBC ogłosi wprowadzenie programu luzowania, ale nie określi kwot, czekając na to co się wydarzy po wyborach. Kwoty zostaną natomiast podane w marcu-kwietniu, kiedy będzie już wiadomo co planuje zrobić spodziewany zwycięzca wyborów - partia Syriza, tj. czy wyprowadzi Grecję ze Strefy Euro i przywrócić drahmę, czy zdecyduje się negocjować umorzenie długu.

Paradoksalnie, to greckie wybory spowodują, że frankowców czeka wydłużony czas niepewności. Kwota programu dodruku przez EBC nie będzie prawdopodobnie znana, toczyć się będą negocjacje o umorzeniu długu Grecji, a… kredyt po wysokim kursie franka trzeba spłacać.

Jak ocenia Marek Rogalski wszystko co złe zostało już jednak przez rynki wycenione i teraz właściwie powinno być tylko lepiej. Na koniec roku według niego frank wróci poniżej poziomu 4 zł. Wróciłby do tego poziomu nawet wcześniej, gdyby znikł problem wyjścia Grecji ze Strefy Euro, a ostateczna skala programu skupu obligacji przez EBC nie byłaby duża. Jeśli tak się stanie, sytuacja frankowców powinna się poprawić.

Znajdź najlepszy sposób na sfinansowanie zakupu własnego domu >>
Czytaj także
Polecane galerie