Tesco nie wycofuje się z Polski i nie sprzedaje innych aktywów. Jak spłaci gigantyczne długi?

Tesco nie wycofuje się z Polski i nie sprzedaje innych aktywów. Jak spłaci gigantyczne długi?

- Nie sprzedam naszych aktywów za mniej, niż są według mnie warte - stwierdził w środę prezes Tesco Dave Lewis, odnosząc się do kwestii ewentualnego pozbycia się działu analitycznego Dunnhumby. Lewis ogłosił jednocześnie koniec wyprzedaży aktywów pogrążonej w długach sieci detalicznej, co oznacza, że przynajmniej na razie brytyjski gigant nie wycofa się także z Polski.

Po tym, jak Tesco sprzedało za 4,2 mld funtów swoją filię w Korei Południowej, w brytyjskiej prasie pojawiły się spekulacje na temat kolejnych transakcji tego typu. Pod młotek za 2 mld funtów miała pójść nie tylko firma Dunnhumby, która obsługuje program lojalnościowy Clubcard, ale także cały dział wschodnioeuropejski Tesco. O tym, że taka sprzedaż jest prawdopodobna mógł świadczyć fakt, że w marcu połączono zarządy spółek Tesco w Polsce, Czechach, Słowacji, Węgrzech i Turcji.

Jak pisze agencja Bloomberg, wiadomość o tym, że Tesco nie zamierza pozbywać się ani Dunnhumby, ani oddziałów w Europie Środkowo-Wschodniej, wywołała obawy analityków o jego zdolność redukcji zadłużenia, które wynosi obecnie aż 21,9 mld funtów. Pojawiły się głosy, że w tej sytuacji konieczne może się okazać znaczne podniesienie kapitału spółki poprzez emisję nowych papierów dłużnych.

Co więcej, informacja ta pojawiła się w tym samym dniu, gdy spółka ogłosiła spadek zysku operacyjnego w pierwszym półroczu, o przeszło połowę w stosunku do zeszłego roku. Nie licząc kosztów jednorazowych, zysk operacyjny Tesco spadł o 55 proc. do 354 mln funtów.

Dave Lewis mimo to przekonuje, że jego plan naprawczy brytyjskiego giganta idzie w dobrym kierunku. Zwraca uwagę, że zwiększyła się liczba klientów i wskaźnik zakupów na klienta w brytyjskich sklepach Tesco, które zanotowały spadek sprzedaży o 1,1 proc., czyli mniej niż oczekiwano. To także lepszy wynik niż w przypadku jego największych konkurentów.

Jak napisał "Financial Times", sposobem na poprawę wyników macierzystego oddziału Tesco były ostre cięcia, w ramach których od początku 2014 r. zamknięto 53 deficytowe sklepy, zmniejszono o 15 proc. asortyment i obniżono ceny wielu produktów, obcięto wydatki, a także zamknięto firmowy program emerytalny, który był aż 4 mld funtów na minusie.

Choć Lewis przekonuje, że poprawa wyników sprzedaży i przeprowadzone cięcia pozwalają zrezygnować ze sprzedaży aktywów spółki, która - jak twierdzi - jest w stanie zgromadzić o wiele więcej pieniędzy ze swojej podstawowej działalności, analitycy uważają, że program naprawczy Tesco jest daleki od zakończenia.

Prezes Tesco zaskoczył wczoraj wszystkich, gdy ogłosił, że kupił wart 200 tys. funtów pakiet akcji kierowanej przez siebie spółki. Nastąpiło to nazajutrz po tym, gdy powiedział, że najwyższa kadra kierownicza Tesco nałożyła na siebie zakaz kupowania akcji firmy, tłumacząc to "niewłaściwym" poziomem wewnętrznej wiedzy na temat spółki. Mówił także, że powodem jest toczące się dochodzenie w sprawie zawyżonych deklaracji finansowych spółki.

Jak pisze "The Daily Telegraph", Lewis był wcześniej mocno krytykowany za to, że nie inwestuje własnych pieniędzy w spółkę, którą kieruje, aby pokazać, że jest zdeterminowany bronić interesów akcjonariuszy.

 

 

Dave Lewis zaledwie od trzech tygodni pełnił rolę prezesa Tesco, gdy rok temu w piątek 19 września odebrał pilny telefon od szefa działu prawnego Adriana Morrisa. Ten poinformował go o niepokojącej wiadomości wysłanej przez jednego z pracowników działu finansowego.

Specjalnie powołany zespół spędził cały weekend na gorączkowym przeglądaniu dokumentów w głównej siedzibie firmy w Cheshunt na obrzeżach Londynu. W poniedziałek rano, 22 września, Lewis zdawał sobie sprawę ze skali kataklizmu, jaki na niego spadł. Wkrótce spółka w oficjalnym komunikacie poinformowała opinię publiczną, że odkryto "poważną sprawę" dotyczącą jej finansów.

To, co nastąpiło potem, można porównać do trzęsienia ziemi. Wycena akcji spółki gwałtownie spadła, a w kolejnych tygodniach zawieszono nie tylko ośmiu dyrektorów Tesco, ale także zwolniono szefa rady nadzorczej sir Richarda Broadbenta. Co gorsza, w październiku okazało się, że zyski Tesco w pierwszym półroczu zostały o zawyżone o 263 mln funtów, czyli o 13 mln więcej, niż wynikało z początkowych komunikatów spółki, gdy mówiono o 250 milionach funtów. Nieprawidłowości dotyczyły o wiele dłuższego okresu, niż wynikało z pierwszych ustaleń śledztwa.

Spółka ujawniła wówczas, że jej zysk przed opodatkowaniem w pierwszym półroczu 2014 r. spadł o niemal 92 proc. i wyniósł 112 mln funtów przy ok. 300 razy większych obrotach, które swoją drogą skurczyły się o 4,6 proc. Kolejnym ciosem w reputację spółki było wydane przez Tesco w grudniu ostrzeżenie o rocznym zysku niższym o pół miliarda funtów.

Agencje obcięły rating inwestycyjny spółki do poziomu śmieciowego, a z tonącego okrętu uciekli nawet tacy inwestorzy jak Warren Buffett, który sprzedał większość z posiadanych akcji Tesco.

Czytaj także
Polecane galerie