Właściwy kurs franka to 2,75 zł. Płacimy więcej tylko przez Szwajcarów?

Właściwy kurs franka to 2,75 zł. Płacimy więcej tylko przez Szwajcarów?

Od 2000 roku zaciągnięto w Polsce 770 tysięcy kredytów hipotecznych we frankach szwajcarskich, z czego 210 tysięcy zostało już spłaconych. Styczniowa zawierucha z kursem franka spowodowała nerwowe bicie serca tych, którzy przy franku pozostali. Nadzór bankowy i same banki prowadzą teraz rozmowy, jak rozwiązać problem, pomagając frankowiczom, których zabezpieczenia kredytu stały się niewystarczające. Jak pisze Marcin Lipka z cinkciarz.pl, niewykluczone, że okaże się to wszystko niepotrzebne, bo frank wcale nie musi być dalej mocny.

Przytaczane w artykule Marcina Lipki, analityka Cinkciarz.pl, najnowsze analizy Deutsche Banku zamieszczone kilka tygodni temu w Financial Times, a także styczniowe opracowanie Pinar Yesin, ekonomistki Szwajcarskiego Banku Centralnego (SNB), pokazują, że za silne wzrosty wartości franka oraz napływ kapitału odpowiedzialni są… sami obywatele Szwajcarii.

Po prostu przestali robić to, co poprzednio, czyli inwestować zgromadzony kapitał w krajach strefy euro czy gospodarkach rozwijających się. Spowolnienie na świecie, a więc i zarazem niższe stopy zwrotu, jakie można uzyskać z inwestowania za granicą, spowodowały, że Helweci postanowili przeczekać trudne czasy na własnym rynku i sprowadzają kapitał z powrotem. Właśnie to mogło wywołać, utrzymującą się od kilku lat, nadmierną podaż euro i popyt na franki.

Szwajcarzy to naprawdę bogaci ludzie

Skąd się wziął aż tak duży kapitał w ręku Szwajcarów, że jego przepływy powodują zamieszanie na światowych rynkach? Poza znanym w świecie od dekad systemem bankowym Szwajcarzy zawdzięczają to m.in. rozwojowi przemysłu farmaceutycznego i inwestycjom w nowe technologie. Dzięki temu od lat notują nadwyżkę w bilansie handlowym. Inaczej mówiąc, kapitał do nich od wielu lat wpływa i coś z nim trzeba robić. Możliwości inwestowania nadwyżki w krajową gospodarkę są ograniczone, więc lokowano je za granicą.

Gdy po pewnym czasie kapitał nagle wraca, ruchy na kursach, dodatkowo wspierane przez spekulantów, mogą być spektakularne. W styczniu wystarczyło, że SNB zdecydował się zakończyć obronę kursu franka do euro, by spekulanci poczuli krew, wykorzystując ustalony już wcześniej trend i atmosferę nadmiernego popytu na franka.

Według przytaczanej przez Lipkę analizy niezależnego "think thanku" Bruegel, przewartościowanie franka mierzone metodą REER (metoda porównania waluty do koszyka innych walut z uwzględnieniem inflacji i bilansu handlowego), wynosiło przy kursie bliskim parytetowi z euro ponad 40 proc. Gdyby zestawić to ze złotym i obecnym kursem franka 3,8531 zł, to - przy założeniu, że złotówka jest wyceniona poprawnie - powrót do właściwej wyceny franka oznaczałby spadek kursu do 2,7522 zł!

Jeżeli hipotezy o samych Szwajcarach jako źródle umacniania się franka są prawdziwe, może to oznaczać, że na spadek kursu ich waluty będziemy musieli niestety poczekać do ożywienia gospodarczego na świecie. Wtedy szwajcarski kapitał powinien rozpocząć wędrówkę w drugą stronę.

Trzeba liczyć na zniechęcenie spekulantów

W krótkim terminie szans trzeba upatrywać w tym, że spekulanci zrealizują zyski i powoli zaczną wycofywać się z franka. Sprzyjają temu ujemne stopy procentowe, które Narodowy Bank Szwajcarii wprowadził w grudniu ubiegłego roku, wzorem banku europejskiego. Niewykluczone nawet, że w najbliższym czasie te stopy zostaną jeszcze obniżone. Spekulantom w końcu może przestać się opłacać utrzymywanie w portfelach franków, bo po pierwsze nie można za nie dostać odsetek, a po drugie powrót kapitału do Szwajcarii się kiedyś skończy, lub przynajmniej zmniejszy. To natomiast osłabi popyt na franki i wzrost ich kursu, na co spekulanci liczą. Wtedy wahadło może odbić w drugą stronę.

W przypadku naszej waluty, ruchom umacniającym złotego sprzyjają historycznie niskie stopy procentowe stosowane przez światowe banki centralne. W sytuacji coraz powszechniejszej deflacji ostatnio obniżona przez Radę Polityki Pieniężnej do 1,5 proc. stopa referencyjna NBP robi się wręcz wysoka i zaczyna opłacać się trzymanie kapitału w złotym. Tym bardziej że RPP ogłosiła, iż kolejnej obniżki stóp prędko nie będzie, a dodatkowo w ostatni poniedziałek Europejski Bank Centralny rozpoczął program dodruku 60 mld euro miesięcznie, skupując za te środki z rynku obligacje rządowe. Pojawienie się pustego euro na rynku powinno osłabiać jego kurs, więc względem euro złotówka powinna się umacniać. Co za tym idzie, powinna umocnić się i do franka, dla którego euro jest podstawowym odniesieniem.

Prognozy frankowe

Na umocnienie naszej waluty wskazują opinie analityków, zebrane przez portal Money.pl. Ze średniej prognoz wynika, że w ciągu najbliższych sześciu miesięcy zarówno euro, jak i frank szwajcarski potanieją. Dolar ma być mocniejszy, ale jednocześnie nie znajdzie się powyżej obecnego poziomu około 3,80 złotego. Frank szwajcarski ma zejść w ciągu pół roku do poziomu 3,81 zł.

money-prognozy-frank.png

 

Podsumowując - niedawna panika frankowiczów i nerwowe poszukiwanie przez banki i nadzór finansowy rozwiązania problemu dynamicznie rosnącej kwoty kredytu, w zestawieniu z niewystarczającą kwotą zabezpieczenia, mogą się okazać zwyczajnie niepotrzebne. Frank pewnie prędko nie wróci do poziomów z roku 2008 r., ale i tak sytuacja frankowiczów powinna się poprawiać samoistnie, bo wszelkie przewartościowania rynek prędzej czy później koryguje. Nie ominie to i franka szwajcarskiego.

Rozliczyłeś już PIT za 2014? Pobierz najprostszy program >>
Czytaj także
Polecane galerie