wp.pl
wp.pl
Najpopularniejszy w Polsce portal o finansach i biznesie
Zortrax planuje rekordowy zysk. Prezes firmy opowiada nam, co czeka branżę druku 3D

Zortrax planuje rekordowy zysk. Prezes firmy opowiada nam, co czeka branżę druku 3D

Elementy wyposażenia samolotów wojska, zaawansowany sprzęt medyczny do operowania żylaków, samochód z napędem elektrycznym - te części tworzone na drukarkach 3D polskiej firmy Zortrax. Jej sprzęt zamawiają największe koncerny świata. Rafał Tomasiak, prezes i finalista konkursu EY Przedsiębiorca Roku zapowiada, że przyszły rok będzie dla spółki rekordowy.

Co najbardziej absurdalnego można wydrukować na drukarce 3D? - To zależy od granicy wyobraźni, granic absurdalności. Są próby drukowania dużych elementów domów - tłumaczy Rafał Tomasiak, zachowując przy tym pełną powagę. Bo drukarki, chociaż wciąż kojarzą się z raczej z domowymi entuzjastami niż z wielkim biznesem, to dla niego szalenie poważna sprawa.

I nie należy się dziwić. Według pierwszych zapowiedzi prezesa rok 2016 ma być dla polskiego Zortraxu przełomowy. 25 milionów złotych zysku w ocenie Tomasiaka wydaje się realne. Na tyle, że taki właśnie wynik będzie zapisany w programie motywacyjnym dla zarządu. Jeżeli spełnią się te założenia,  Tomasiak jako prezes zarządu dostanie premię; będzie to 186 tysięcy akcji Zortaxu. W tym roku spółka musi osiągnąć "tylko" 10 milionów złotych zysku, by zrealizować program motywacyjny dla zarządu.

Na dodatek spółka podtrzymuje chęć debiutu na warszawskiej giełdzie. Termin? Pierwsza połowa przyszłego roku.

Skąd taki optymizm? Do końca roku na rynku pojawi się najnowszy produkt Zortraxu - drukarka Inventure 3D. Jak zapowiadają przedstawiciele firmy, sprzęt będzie pasował do każdego biura - nawet najmniejszego, które dopiero zaczyna przygodę z drukiem przestrzennym. Poza tym firma cały czas eksperymentuje z tworzywem. Wszystko po to, by poszerzyć grupę odbiorców.

- Opracowaliśmy tak zwany materiał podporowy do drukarki 3D Inventure, który rozpuszcza się w roztworze wodnym, pracujemy nad materiałem do druku, zawierającym domieszki drewna - zapowiada Rafał Tomasiak.

Cele spółki, chociaż zakładają dwuipółkrotny wzrost zysku, wcale nie są nierealne. Według części prognoz rynek drukarek przestrzennych ma być wart w 2016 roku ponad 7 miliardów dolarów. Trzeba jednak otwarcie przyznać, że ten ogromny tort w zasadzie omija Polskę. - Na tę chwilę sprzedaż w kraju odpowiada za pół procent zysków. W ostatnim czasie to się zmienia; o ile jeszcze jakiś czas temu sprzedawaliśmy po kilka urządzeń w Polsce w ciągu miesiąca, o tyle dzisiaj jest ich już kilkadziesiąt - mówi Tomasiak.

Roczne zapotrzebowanie wynosi kilkaset tysięcy urządzeń. Daleko jednak Rafałowi Tomasiakowi do stwierdzeń, że jego drukarki przestrzenne, czyli produkty Zortraxu, zmienią oblicze światowego przemysłu.

- Drukarki 3D są pewnym brakującym ogniwem w produkcji. Mogą rozwiązywać sporo problemów, np. z tworzeniem prototypów. Mówi się, że drukarki przyniosą kolejną rewolucję przemysłową. Raczej zniwelują pewne problemy produkcji, niż całkowicie ją zastąpią. Są małym, ale bardzo ważnym elementem procesu produkcji - tłumaczy.

Biznes startował w Chinach

Przygoda z drukarkami zaczęła się od targów w Hongkongu, gdzie Tomasiak pierwszy raz zobaczył działającą drukarkę 3D.

- Wcześniej takie urządzenia widziałem  w filmach science fiction - mówi współtwórca Zortrax.

Rafał Tomasiak i Marcin Olchanowski, inżynierowie z Olsztyna założyli w 2009 firmę Gadgets3d. Sprzedawali części do samodzielnego i amatorskiego złożenia drukarki. Szybko postanowili zmienić model biznesowy. W końcu rynek rósł dynamicznie, a po sprzęt coraz częściej zaczęły zgłaszać się duże koncerny. A im nie można było sprzedawać części do samodzielnego złożenia.

- Postawiliśmy się w roli klientów i z tej perspektywy chcieliśmy tworzyć coś, co nas usatysfakcjonuje, czyli gotową drukarkę dla biznesu. Wiele razy myśleliśmy, że to już jest to! A po chwili widzieliśmy kolejne miejsca na usprawnienia - mówi. Pierwszym usprawnieniem było powstanie Zortraxu.

Prace nad pierwszym produktem, drukarką M200 trwały dwa lata. Partnerzy zaczęli przygodę z dużym biznesem w iście amerykańskim stylu - uruchomili zbiórkę pieniędzy na Kickstarterze i otrzymali od internautów 180 tysięcy dolarów. Wtedy zrobiło się o nich głośno i w Polsce i na świecie.

I właśnie o to, a nie o pieniądze im chodziło. Dlaczego? Bo chociaż ponad pół miliona złotych na start w biznesie brzmi dumnie, to w sektorze najnowszych technologii jest to zaledwie kropelka w morzu potrzeb.

Dlaczego nie uśmiechnęli się po prostu do inwestorów? Nie chcieli tracić niezależności. Jednak im dalej w poważny biznes, tym na większe kompromisy trzeba iść. Zortrax najpierw wyemitował obligacje, z których zgarnął 6 milionów złotych, a teraz planuje wskoczyć na warszawską Giełdę Papierów Wartościowych. Debiut planowany jest na przyszły rok.

pap_20151123_0IG.jpg

 

Drukarka drukarce nie jest równa

Na rynku są dostępne różne drukarki. Czym się różnią? Głównie wykorzystanym do druku materiałem. Najbardziej popularne i ekonomiczne jest drukowanie z „plastikowej żyłki”. Kabelek - tak zwany filament - jest przetapiany w głowicy i nakładany warstwa po warstwie. To właśnie takie drukarki produkuje Zortrax. Co ciekawe ten sposób drukowania ma już… 30 lat.

Dlaczego dopiero teraz o niej zrobiło się głośno? 25 lat rozwój ograniczały patenty, a sama technologia była raczej dostępna tylko dla przemysłu ciężkiego. Jak przekonuje Tomasiak rewolucja musiała kiedyś przyjść. I w końcu przyszła.

- Wygasła część patentów, segment MŚP zaczął się dynamicznie rozwijać i to pozwoliło na gwałtowny wzrost popularności druku 3D. Firmy szukają taniej i gotowej technologii, tylko zminiaturyzowanej. I właśnie na tę potrzebę chcemy odpowiadać - mówi Rafał Tomasiak.

- Każdy produkt budujemy pod siebie. Wiemy przecież, jakie mamy wymagania, dobrze czuliśmy też to, czego potrzebuje biznes. Po głębszych analizach na początku działalności doszliśmy do wniosku, że najważniejsze są: czas dostawy, wdrożenia, cena urządzenia i materiałów oraz łatwość obsługi. Te pięć wymagań postanowiliśmy spakować w naszą drukarkę. To zresztą stała się główna idea naszej firmy - do każdego sukcesu potrzeba wspomnianych elementów - wyjaśnia szef Zortraxa.

Czytaj także
Polecane galerie