Amerykanie spiskowali przeciw Rosji? Na taniej ropie sami ucierpią

Amerykanie spiskowali przeciw Rosji? Na taniej ropie sami ucierpią

Fot. Tribes of the World/Flickr (CC BY-SA 2.0)

Stany Zjednoczone wspólnie z Arabią Saudyjską chciały zniszczyć gospodarkę Rosji - tak twierdzi profesor F.William Engdahl z Uniwersytetu Princeton. Oba kraje miały tego dokonać zaniżając ceny ropy naftowej na światowych rynkach. Amerykanie nie przewidzieli jednak negatywnych konsekwencji dla ogromnego krajowego przemysłu wydobywczego, który stanął na krawędzi bankructwa. Czeka nas powtórka z kryzysu naftowego z 1986 roku?

Baryłka ropy naftowej na giełdzie w Nowym Jorku kosztuje już poniżej 43 dolarów. Jeszcze rok temu cena "czarnego złota" przekraczała 100 dolarów. Ostatni raz tak nisko surowiec stał w marcu 2009 roku. Co więcej, wtedy spadki były jeszcze głębsze i sięgnęły 33 dolarów.

Amerykański bank inwestycyjny Morgan Stanley podnosi alarm twierdząc, że utrzymanie spadkowej tendencji może być groźniejsze w skutkach niż kryzys naftowy z 1986 roku.

Tak głębokiego spadku w obecnej sytuacji nie przewiduje Dorota Sierakowska z Domu Maklerskiego BOŚ, choć nie wyklucza zejścia kursu ropy poniżej 40 dolarów.

- W okolicach 35 dolarów za baryłkę powinny pojawić się silne ruchy ze strony kupujących. Już dane amerykańskiej instytucji CFTC pokazują, że duża część inwestorów chce grać pod odbicie. Poza tym notowania ropy naftowej już teraz są podobne lub nawet niższe od kosztów wydobycia w niektórych firmach - zauważa ekspertka od rynku surowców.

źródło: biztok.pl na podstawie danych stooq.pl

Spisek przeciwko Rosji?

- Za tak dramatycznym spadkiem cen ropy na światowych rynkach stoją Stany Zjednoczone i Arabia Saudyjska, które dążą do upadku rosyjskiej gospodarki, podobnie jak było to w 1986 roku - uważa profesor F.William Engdahl z Uniwersytetu Princeton, który od lat zajmuje się tematami związanymi z geopolityką.

Od stycznia do kwietnia 1986 roku ropa potaniała o prawie 70 proc. z 30 do niecałych 10 dolarów za baryłkę. Wszystko przez zalanie ropą rynku przez Arabię Saudyjską. Skutkowało to gigantyczną nadpodażą surowca. Jak podkreśla Engdahl w tekście dla GlobalResearch, uderzyło to najmocniej w chwiejący się w posadach Związek Radziecki. Jego gospodarka była ściśle zależna od przychodów z eksportu ropy. Teraz miało być tak samo.

Według profesora podobne porozumienie między USA i Arabią Saudyjską zostało zawiązane we wrześniu ubiegłego roku przy okazji spotkania Johna Kerry'ego i króla Abdullaha. Dzień później zostały ogłoszone nowe sankcje przeciwko rosyjskim gigantom z branży naftowej, takim jak: Gazprom, Lukoil czy Rosneft. Jeśli dołożyć do tego lecący na łeb na szyję kurs rubla, to mamy obraz skali kłopotów w jakich znalazła się rosyjska gospodarka.

Rubel w ciągu roku osłabił się o prawie 90 proc. względem dolara

Jeszcze niedawno szacowano, że na taniejącej ropie kraj Putina może stracić równowartość nawet 1,2 proc. PKB, jeśli ceny utrzymają się na poziomie 90 dolarów za baryłkę. Obecnie światowe ceny ropy są niemal o połowę niższe. Rosja, by zmieścić się w planie wydatków budżetowych, potrzebuje ropy za co najmniej 100 dolarów za baryłkę.

Putin nie może liczyć na taryfę ulgową

Wszystko wskazuje na to, że Arabia Saudyjska nie odpuści i za wszelką cenę będzie utrzymywać produkcję na wysokim poziomie, aby utrzymać pierwsze miejsce na rynku. Może sobie na to pozwolić. Jest na tyle silna, by dłużej wytrzymać poziom niskich cen ropy niż inne konkurencyjne kraje.

Ekspertka DM BOŚ przypomina wydarzenia z lat 80., kiedy ceny ropy również bardzo mocno zanurkowały. Wtedy kraje OPEC dogadały się, że każdy z nich ograniczy produkcję, a w efekcie ceny pójdą w górę. Problem w tym, że nie wszystkie kraje dotrzymały słowa. Ze zobowiązania wywiązała się Arabia Saudyjska i w efekcie na tym sporo straciła.

Czy towarzyszy temu cel zniszczenia rosyjskiej gospodarki? - Tego nikt z całą pewnością nie może ani na sto procent potwierdzić, ani całkowicie wykluczyć - komentuje spiskową teorię Dorota Sierakowska.

Amerykanie walcząc z Rosją zniszczą własny przemysł wydobywczy?

Niska cena ropy wspiera globalną gospodarkę, w tym amerykańską. Tanie paliwo to dobra informacja dla kierowców, a także niższe ceny w sklepach, ze względu na spadające koszty transportu. Gorzej wygląda sytuacja firm zajmujących się wydobyciem i produkcją ropy naftowej.

Niedawno zakończył się sezon publikacji wyników finansowych spółek z Wall Street. Okazało się, zgodnie z oczekiwaniami, że fatalne wyniki notują koncerny paliwowe. Zyski są na najniższych poziomach nawet od kilkunastu lat.

Profesor William Engdahl przestrzega przed falą bankructw koncernów wydobywczych, które nie dość, że borykają się ze spadkiem zysków, to są po uszy zadłużone. Zabójcze mogą być podwyżki stóp procentowych w USA. Cykl zacieśniania polityki pieniężnej amerykański bank centralny może rozpocząć jeszcze w końcówce tego roku. Spowoduje to kilkukrotne zwiększenie obciążeń związanych z obsługą długu.

Podobnego zdania jest Dorota Sierakowska. - W USA jest wiele przedsiębiorstw, które w obecnej sytuacji są na skraju bankructwa. Spora część powinna jednak z tego kryzysu wyjść obronną ręką. Amerykańskie firmy słyną z elastyczności i już jesienią zaczęły ograniczać liczbę funkcjonujących wiertni oraz zatrudnienie. Zwiększały też efektywność punktów wydobycia. Firmom nie grozi katastrofa - uspokaja.

Money.pl
Czytaj także
Polecane galerie