Najpopularniejszy w Polsce portal o finansach i biznesie
Czesi przyłapani. Polska inspekcja handlowa wykryła nieprawidłowości

Czesi przyłapani. Polska inspekcja handlowa wykryła nieprawidłowości

Fot. jpopesku1/sxc.hu

Polska nie jest już tylko chłopcem do bicia dla zagranicznych inspekcji sanitarnych. W przeszłości to naszych towarów czepiali się inspektorzy rosyjscy, ukraińscy, czescy. Nadszedł czas rewanżu. Od lipca laboratoria Inspekcji Jakości Handlowej Artykułów Rolno-Spożywczych sprawdziły jakość handlową produktów importowanych z innych krajów, m.in. przebadano żywność pochodzącą z Czech. W 1/3 partii stwierdzono nieprawidłowości - poinformowała Inspekcja. Kontrole produktów sprowadzanych z zagranicy będą teraz wzmożone.

Jak poinformowała rzeczniczka Inspekcji Jakości Handlowej Artykułów Rolno-Spożywczych (IJHARS) Izabela Zdrojewska, przebadano próbki m.in. z czternastu partii produktów, pochodzących z Czech. Kontrola parametrów fizykochemicznych wykazała nieprawidłowości w pięciu z nich (36 proc.).

W trzech produktach wykazano obecność niedeklarowanego w oznakowaniu składnika: karagenu w szynce praskiej, który wiąże wodę w produkcie, przez co zwiększa jego masę, benzoesanu sodu (substancji konserwującej) w biojogurcie naturalnym, którego nie umieszczono w wykazie składników na etykiecie oraz surowca drobiowego w pasztecie wieprzowym.

W dwóch produktach na etykiecie zamieszczono informacje sprzeczne z wynikami badań laboratoryjnych. Chodzi o zaniżoną zawartość truskawek w muesli bezglutenowym z truskawkami i migdałami oraz zawyżoną zawartość ekstraktu brzeczki w piwie ciemnym porter, co wpływa na jego smak i zapach.

Kontrola znakowania wykazała, że najwięcej nieprawidłowości dotyczy nazw produktów. Grubo mielony pasztet z kawałkami wątróbki od mistrza rzeźnika nie zawiera informacji o rodzaju zastosowanego mięsa (tj. wieprzowe). Ciemny porter 24 proc. ekstrakt Primator nie ma na etykiecie słowa „piwo”, co uniemożliwia konsumentowi podjęcie właściwej decyzji podczas zakupów. Przy produkcji pasztetu wieprzowego z żurawiną nie użyto żurawiny.

W przypadku dwóch badanych artykułów producenci nie wywiązali się z obowiązku podawania informacji w języku polskim.

W związku ze stwierdzonymi nieprawidłowościami kontrole produktów sprowadzanych z zagranicy będą wzmożone, jednak będą kontynuowane i będą się odbywały "zgodnie ze wszystkimi przepisami unijnymi i krajowymi” - zapewnił Główny Inspektor Jakości Handlowej Artykułów Rolno-Spożywczych Stanisław Kowalczyk.

Polska żywność zalewa Czechy. Bronią się jak mogą

W ciągu sześciu ostatnich lat polscy producenci żywności niemal podwoili swój eksport do Czech. Jeszcze w 2008 r. wartość naszego eksportu żywności do naszego południowego sąsiada wyniosła 621 mln euro, by w 2014 r. urosnąć do 1192 mln euro.

Czechy są już naszym trzecim odbiorcą żywności po Niemczech i Wielkiej Brytanii. Największy udział w eksporcie żywności na rynek południowego sąsiada mają oleje roślinne (13 proc. eksportu żywności do Czech w 2014 r.), kawa (10 proc.) i mięso drobiowe (9 proc.).

Delikatne wahnięcie liczonego w euro czeskiego eksportu żywności w dół odnotowano w 2013 r., ale wynikało to ze zmian kursu euro do złotego, bo liczona w złotówkach wartość eksportu była już wyższa.

Eksport polskiej żywności do Czech

Źródło: wyliczenia własne na podstawie GUS

Na problemy własnych producentów z konkurencją z Polski czeski rząd reagował dotąd dość nerwowo, stosując metody nielegalne w Unii Europejskiej.

Negatywna opinia o polskiej żywności spowodowana została w 2012 r. m.in. przez tzw. aferę solną, gdzie zamiast soli spożywczej do produkcji artykułów spożywczych dodawano sól techniczną. Później informowano o odkryciu zakazanego antybiotyku w polskiej koninie czy o tym, że końskie mięso w wołowo-wieprzowych klopsikach i w hamburgerach wyprodukowanych w Polsce.

We wrześniu ubiegłego roku z ich resortu rolnictwa wyszedł komunikat, informujący, że służby będą przeprowadzać wzmożone kontrole tych importowanych produktów żywnościowych, które z powodu niskiej ceny zostaną uznane za niespełniające parametrów higienicznych i jakościowych. Jeśli importowana żywność miała być tańsza niż jej czeski odpowiednik, automatycznie miała być traktowana jako potencjalnie szkodliwa lub przynajmniej niskiej jakości. Rząd w Pradze przyjął też przepisy, nakładające na importerów żywności obowiązek deklarowania cen.

- To wbrew podstawowym regułom urzędowej kontroli żywności w UE - przekonywał dyrektor generalny Polskiej Federacji Producentów Żywności (PFPŻ) Andrzej Gantner.

Gantner twierdził, że u źródeł kontrowersyjnych pomysłów Czechów leżały rosyjskie sankcje żywnościowe, które wywołały cichą wojnę handlową wewnątrz Unii Europejskiej.

Na początku grudnia IAR dotarła do informacji o specjalnej instrukcji wydanej przez czeską Państwową Inspekcję Rolną i Żywności w sprawie kontroli polskich produktów rolno-spożywczych.

Czesi tłumaczyli, że chodziło o ochronę rynku przed naszymi produktami przeznaczonymi na eksport do Rosji. Kontroli poddawano jedynie towary objęte przez rosyjskie embargo.

Czesi zaznaczyli, że taka reakcja była konieczna, ponieważ istniała możliwość, że polskie produkty, które były przygotowane do wysłania na Wschód, mogły trafić na rynek czeski, a te nie odpowiadały, według resortu, ani tamtejszym konsumentom, ani normom.

W tekście instrukcji kilkakrotnie podkreślano tłustym drukiem konieczność kontroli wyłącznie polskich wyrobów i surowców. Na cenzurowanym znalazły się polskie warzywa i owoce - ze szczególnym uwzględnieniem jabłek, jak również mięso, wyroby wędliniarskie, mleko, wszelkiego rodzaju sery, a także ryby oraz przetwory rybne. Instrukcja nie obejmowała żywności z innych państw unijnych.

Postępowanie czeskiej inspekcji budziło zdziwienie, bo wykraczało poza wszelkie procedury określone przez Unię Europejską, zaakceptowane wcześniej przez rząd Republiki Czeskiej. Tekst instrukcji otrzymały wszystkie terenowe placówki kontrolujące żywność w całym kraju.

Czeski minister, Marian Jureczka tłumaczył się później z tych działań przed ministrem Sawickim w Brukseli.

Kontrole, by przeterminować żywność

Pod koniec grudnia na dość perfidne działania czeskich władz zwrócił uwagę Michał Cieślak z Polskiego Komitetu Protestacyjnego Producentów Trzody Chlewnej. Z uwagi na dłuższe kontrole, polska żywność zaczęła się pojawiać w czeskich sklepach później i... nierzadko traciła przez to swoją jakość. Cieślak zapraszał więc Czechów na zakupy do Polski, gdzie mogą liczyć na niższe ceny, wyższą jakość oraz łatwość dostępu do dużej liczby produktów. Dokument nakazujący kontrole wydał dyrektor Departamentu Kontroli Laboratoryjnej i Certyfikatów Państwowej Inspekcji Rolnej w Czechach Jindrzich Pokora. Wymienione w nim były konkretne towary, na które inspektorzy mają zwrócić szczególną uwagę: owoce i warzywa, mięso, nabiał oraz ryby.

Inny proceder zauważył prezes Związku Sadowników RP, Mirosław Maliszewski. Przyglądając się bliżej rynkowi czeskiemu dostrzegł, iż konsumenci nakłaniani są do kupowania rodzimych jabłek przy jednoczesnym bojkotowaniu polskich. Społeczna akcja wzorowana jest na tej, która promowała spożywanie owoców i cydru w Polsce po wprowadzeniu embarga w Rosji.

Jak pisał w styczniu "Puls Biznesu", ograniczenia dla polskiej żywności przeszkodziły w końcu samym Czechom. Według gazety, na własny rząd poskarżyli się tamtejsi importerzy żywności, tracący na restrykcjach. Zaapelowali oni o ocenę zgodności obowiązujących przepisów z prawem unijnym i swobodą przepływu towarów na wspólnym rynku.

Autorzy pisma poskarżyli się na przepisy, które nakładają na importerów obowiązek powiadomienia inspekcji weterynaryjnej między innymi o tym, co i jakiej jakości będą importować oraz po jakich cenach sprzedawać.

Przepisy zaostrzające zasady importu żywności nie były zresztą pierwszym przypadkiem niechętnego stosunku Czechów do polskich importerów. Głośnym echem odbiła się sprawa czeskiej firmy Svet Oken, która prowadziła jawnie antypolską kampanię reklamową, wymierzoną w polskich producentów okien, ale czeski Urząd ds. Działalności Gospodarczej nie dopatrzył się naruszenia przepisów.

Zobacz też: Statistica: co pije Polak?

Money.pl
Czytaj także
Polecane galerie