Czy Polska jednak powinna zostać drugą Irlandią, jak chciał Donald Tusk?

Czy Polska jednak powinna zostać drugą Irlandią, jak chciał Donald Tusk?

Fot. Giuseppe Milo/Flickr, lic. CC BY 2.0

Wprawdzie kłopoty gospodarcze ostatnich kilku lat sprawiły, że Irlandia raczej na dobre utraciła status "celtyckiego tygrysa", ale kraj ten wciąż stanowi potężny magnes dla amerykańskich gigantów, które korzystając z bardzo korzystnych warunków ekonomicznych, rejestrują w nim swoje siedziby oraz patenty.

Dotyczy to szczególnie koncernów technologicznych i farmaceutycznych, które właśnie w Irlandii trzymają dziesiątki miliardów zysków, z dala od pazernego, amerykańskiego fiskusa.

MILIARDY DOLARÓW ZYSKÓW

Doskonałym przykładem tego, w jaki sposób Irlandia przyciąga poszukujące optymalizacji podatkowej spółki zza oceanu jest firma farmaceutyczna Gilead Sciences. Dzięki temu, że zarejestrowała na Zielonej Wyspie kosztujący 1000 dolarów za tabletkę lek na zapalenie wątroby – niemal wszystkie zyski wykazuje w tym europejskim kraju, gdzie stawka podatku od firm wynosi rekordowo niskie 12,5 proc.

Wynosząca aż 35 proc. stawka podatku federalnego od zysków firm w USA (nie licząc podatków stanowych) powoduje, że wielkie spółki starają się o to, by zyski wykazywać za granicą. W przypadku Gilead jest to 15,6 mld dol. które są rejestrowane w Irlandii. Gdyby firma chciała przetransferować tę kwotę do Stanów, musiałaby zapłacić 5,5 mld. dolarów podatków.

Najłatwiej stosować taką politykę jest firmom technologicznym i i farmaceutycznym, ponieważ mają olbrzymie możliwości transferu własności intelektualnej, która jest podstawą ich działalności. Wystarczy, że producent programu komputerowego opatentuje go za granicą, a koncern farmaceutyczny zarejestruje poza Stanami swój nowy lek, a płynące z ich sprzedaży zyski nie wpadną w ręce amerykańskich urzędników skarbowych.

Amerykańskie firmy trzymają 2,1 bln dol. zysków za granicą, bo uciekają przed pazernością fiskusa

Skala tego zjawiska jest olbrzymia. Jak policzyła niedawno agencja Bloomberga, poza zasięgiem amerykańskiego fiskusa znajduje się już 2,1 bln dolarów zysków należących do 304 spółek. Rekordziści, jak General Electric czy Microsoft, trzymają za granicą po około 100 mld dolarów zysków.

Zaledwie 4,5-milionowa Irlandia, w której europejskie filie założyły takie firmy jak Apple czy Google, przyciąga znaczną część tych zysków. Dzięki temu nie tylko korzysta z bardzo bogatego, dodatkowego źródła wpływów podatkowych, ale także z inwestycji wielkich koncernów.

POPRAWIĆ WARUNKI PROWADZENIA BIZNESU W POLSCE

Zapytaliśmy ekspertów Konfederacji Lewiatan, Warsaw Enterprise Institute oraz Forum Obywatelskiego Rozwoju Leszka Balcerowicza o to, czy Polska ma szansę na skopiowanie irlandzkiego patentu na przyciągnięcie do siebie amerykańskich gigantów, a w szczególności ich ogromnych pieniędzy.

Przypomnijmy, że drugą Irlandię chciał budować w Polsce Donald Tusk, gdy zostawał premierem. Potem pomysł, który dziś wraca, upadł, szydzono nawet z lidera PO, bo zielona wyspa znalazła się w tarapatach.

- Aby powtórzyć sukces celtyckiego tygrysa, należałoby przeprowadzić głębokie reformy strukturalne, połączone z ogólną redukcją wydatków publicznych, na co Polskę jak najbardziej stać, tak organizacyjnie jak i intelektualnie – ocenia Marek Kułakowski z WEI.

"Jakie zmiany w polskich przepisach mogłyby spowodować przyciągniecie miliardów dolarów zysków amerykańskich korporacji? Takie, jakie sprawiły, że międzynarodowe korporacje płacą podatki tam, gdzie chcą. Czyli bardzo niskie stawki podatków" – pisze ekspert WEI.

Jak jednak zaznacza, warto rozróżnić obecność wielkich korporacji w sensie fizycznym – gdy tworzą na miejscu miejsca pracy, prowadzą badania czy sprzedają produkty – od obecności wirtualnej, czyli takiej, gdzie jedyna aktywność firmy sprowadza się do płacenia podatków.

[VIDEO]http://get.wp.tv/i,get,mid,1649373,index.html{autoplay}[/VIDEO]

"W tym pierwszym przypadku, aby przyciągnąć firmę, potrzebne będą zmiany w przepisach gospodarczych, zliberalizowanie prawa pracy, efektywny system sądowniczy, gwarantujący np. własność intelektualną" – wylicza Marek Kułakowski. "System podatkowy oczywiście również odgrywa niebagatelną rolę, lecz w większym stopniu po stronie podatków od osób fizycznych (oraz parapodatków w postaci składek na ubezpieczenia społeczne) niż tych płaconych przez korporacje" – zaznacza.

Kułakowski twierdzi, że dla odmiany obecność wirtualna jest motywowana bezpośrednio sposobem oraz wysokością opodatkowania korporacji (osób prawnych). Obniżenie podatku dochodowego od osób prawnych mogłoby wpłynąć korzystnie na przyciągnięcie międzynarodowych korporacji – uważa Kułakowski.

Małgorzata Starczewska-Krzysztoszek, główna ekonomistka Konfederacji Lewiatan przekonuje, że przyciąganie zagranicznego kapitału niską stawką podatku nie powinno być priorytetem polskiej polityki gospodarczej.

- Zasadnicze pytanie nie brzmi, ile amerykańskie firmy mogą zarobić dzięki niskiej stawce podatku, tylko: ile my możemy na tym  zarobić. Nie powinniśmy tworzyć warunków dla amerykańskich firm, żeby one mogły zarabiać, ale powinniśmy tworzyć dobre warunki dla działalności gospodarczej w ogóle – mówi nam Małgorzata Starczewska – Krzysztoszek, główna ekonomistka Konfederacji Lewiatan.

 – Kapitał przychodzi tam, gdzie mu się to opłaca z wielu względów, nie tylko podatkowych – podkreśla Starczewska-Krzysztoszek.

NIE TYLKO NISKIE PODATKI

Marek Kułakowski też uważa, że wyłącznie niskie podatki to jeszcze nie wszystko i "nie należy spodziewać się cudów". Wyjaśnia, że firmy lokujące swoje siedziby w przyjaznych reżimach podatkowych szukają warunków nawet lepszych niż te, które oferuje Irlandia. - Bardzo często są to tropikalne wysepki, gdzieś na oceanie. Takie raje podatkowe cechują się zwykle niewielką liczbą ludności, więc mogą sobie pozwolić na niesłychanie niskie podatki, gdyż przyciągnięcie choćby jednego giganta zwróci się z nawiązką – zaznacza. - Na tym polu Polska raczej nie wygra.

Nie tylko Irlandia. Francja nieoczekiwanym rajem podatkowym światowych gigantów

Z kolei Aleksander Łaszek, główny ekonomista FOR uważa, że kluczem do sukcesu jest ogólna poprawa warunków prowadzenia biznesu w Polsce.

By przyciągnąć więcej inwestycji zagranicznych, należy skupić się na poprawie otoczenia biznesowego – twierdzi Aleksander Łaszek, główny ekonomista FOR.

"Analizując problemy zgłaszane przez przedsiębiorców na przestrzeni ostatnich 9 lat w ankietach zbieranych na potrzeby Global Competitiveness Report, można zauważyć dwie tendencje. Spada waga problemów związanych z brakami w infrastrukturze i korupcją – w tych dwóch obszarach odnotowaliśmy istotny postęp i udało nam się dogonić, a nawet przegonić naszych sąsiadów. Jednocześnie jednak rośnie relatywne znaczenie problemów wynikających ze skomplikowania systemu podatkowego oraz braku elastyczności prawa pracy" – pisze Łaszek. 

Jak podkreśla, jest to spójne z innymi dostępnymi badaniami wśród przedsiębiorców, którzy podnoszą potrzebę gruntownego uporządkowania i uproszczenia przepisów podatkowych. Ocenia, że taka reforma przysłuży się nie tylko inwestorom zagranicznym, ale także krajowym.

Byłbym bardzo ostrożny wobec polityki przyciągania zagranicznych inwestorów specjalnymi zachętami czy ułatwieniami. Warunki trzeba poprawić dla wszystkich, a nie koncentrować się tylko na potencjalnych inwestorach zagranicznych – zastrzega ekonomista.

IRLANDIA – INSPIRACJA I PRZESTROGA

Małgorzata Starczewska-Krzysztoszek przekonuje, że Irlandia ma dwie ważne cechy, które spowodowały, że stała się dla amerykańskich firm "pasem transmisyjnym" do wchodzenia na rynki Unii Europejskiej. Po pierwsze - silną, dysponującą dużym kapitałem diasporę irlandzką w USA. Po drugie - wspólny język, co oznacza nie tylko łatwość komunikacji, ale także oszczędności.

Główna ekonomistka Konfederacji Lewiatan ocenia, że na tym tle Polska wypada o wiele gorzej. Nasz diaspora w USA jest bardzo słaba, również kapitałowo – podkreśla – a jeśli chodzi o sprawy językowe, sporą przeszkodą dla zagranicznych firm jest polskie ustawodawstwo.

- Polski nadzór finansowy wymaga, by w przypadku pozyskiwania kapitału w drodze emisji akcji i obligacji wszelkie dokumenty były tłumaczone na język polski. To nawet nie problem kosztów, lecz ryzyka, że pewne niuanse zostaną źle przetłumaczone. Można się też zastanowić, czy musimy mieć ustawowe zapisy mówiące o tym, że prezes firmy musi być osobą, która włada językiem polskim – mówi Starczewska-Krzysztoszek.

Aleksander Łaszek z FOR twierdzi, że Irlandia w latach 70. i 80. miała wszystkie przesłanki do szybkiego wzrostu gospodarczego – młodą, anglojęzyczną siłę roboczą, członkostwo w Europejskiej Wspólnocie Gospodarczej (poprzedniczce UE), a także korzystne położenie tuż koło rynku brytyjskiego.

"Brakującym elementem były zdrowe finanse publiczne. Reformy z połowy lat 80. ograniczające wydatki publiczne pozwoliły Irlandii na pełne wykorzystanie wszystkich wcześniej wymienionych atutów i spektakularny wzrost mniej więcej do końca lat 90. Co prawda w kolejnych latach gospodarka irlandzka nadal bardzo dynamicznie rosła, jednak w coraz większym stopniu był to już efekt nie jej konkurencyjności, a rosnącej bańki na rynku nieruchomości" – zauważa Łaszek.

Polska powinna odrobić irlandzką lekcję i trwale uzdrowić finanse publiczne – podkreśla.

Apple Ireland.jpg

fot: Anthony Sigalas/Flickr, lic. CC BY-NC-SA 2.0

Na zdjęciu: siedziba irlandzkiej filii Apple.

Szybko odbierz zwrot z PIT 2014. Pobierz ZA DARMO program! >>
Czytaj także
Polecane galerie