wp.pl
wp.pl
Najpopularniejszy w Polsce portal o finansach i biznesie
Kapitalizm wrócił do XIX wieku. "Nasza cywilizacja powinna się wstydzić"

Kapitalizm wrócił do XIX wieku. "Nasza cywilizacja powinna się wstydzić"

Fot. Mariusz Gaczynski/Eastnews.pl

Pod względem nierówności społecznych świat wrócił do XIX wieku. A nawet do jego początków. Choć różnice w bogactwie pomiędzy poszczególnymi krajami zacierają się, to wewnątrz nich tworzą się klasy coraz bardziej od siebie odległe. Najbogatszych i najbiedniejszych dzieli przepaść.

- Dochodzimy do momentu, w którym nasza cywilizacja powinna zacząć się wstydzić. To jest tak, że wybrańcy piją szampana, a dla pozostałych 99 proc. jest tylko to, co zostaje na dnie kieliszka. Ten trend w erze neoliberalizmu zapoczątkowanej w latach 80. ubiegłego wieku trwa w najlepsze - mówi Biztok.pl prof. Elżbieta Mączyńska, szefowa Polskiego Towarzystwa Ekonomicznego.

I zaraz dodaje: - Co gorsza mniejsza liczba dzieci wśród najbogatszych sprawia, że sukcesje majątków też nie tworzą nowych firm, a jedynie pogłębiają dzisiejszy model świata. 

Dane Organizacji Współpracy Gospodarczej i Rozwoju (OECD) to potwierdzają - w kwestii rozwarstwienia społecznego cofnęliśmy się do początków XIX wieku.

Z raportu OECD wynika np., że między 1976 r. a 2007 r. do 1 proc. najbogatszych Amerykanów trafiło aż 47 proc. wygenerowanego przez ten okres dochodu narodowego. A po wybuchu ostatniego kryzysu różnice w majątku zaczęły się zwiększać jeszcze szybciej.

Kilka dni temu OECD opublikował kolejny raport, z danymi mierzonymi i szacowanym wstecz aż od 1820 r. Raport oparto o tzw. współczynnik Giniego zwany wskaźnikiem nierówności społecznej. Im jest niższy, tym rozdźwięk pomiędzy stopą życia najbiedniejszych i najbogatszych jest mniejszy.

Dla 25 badanych krajów przed niecałymi dwustu latami wynosił on średnio 45.  Przez niemal cały XIX wiek współczynnik Giniego malał, by znowu podskoczyć w 1929 roku, gdy wybuchł kryzys. Pod koniec lat 70. osiągnął najniższy (czyli najlepszy) wynik - 36. Od ponad trzydziestu lat nieustannie rośnie. Obecnie wynosi on tyle samo co w 1820 roku!

AMERYKANIE COFAJĄ SIĘ O 100 LAT

- Ostatnie kilkadziesiąt lat to najbardziej trwały trend wzrostu nierówności społecznych od XIX wieku. I to po ponad 40 latach zmniejszania się nierówności po Wielkim Kryzysie. Według niektórych danych dysproporcje zbliżają się do najwyższego poziomu od 100 lat – mówiła niedawno Janet Yellen, szefowa amerykańskiego banku centralnego (FED).

Podkreśliła przy tym, że w jej kraju do 5 proc. najbogatszych należy aż 2/3 całego bogactwa kraju. 

Yellen podjęła temat, bo jej zdaniem obecne nierówności w Ameryce mogą zagrażać wzrostowi gospodarczemu. Szczególnie w tym kontekście zwracała uwagę na studentów. Aby zdobyć wykształcenie zaciągają wysokie kredyty, które później muszą spłacać przez lata i coraz częściej wpadają w spiralę długów. Zamiast tworzyć nową klasę średnią, muszą walczyć o przeżycie.

Właśnie dlatego studenci coraz częściej organizują protesty związane z ruchem Occupy Wall Street. Często też sami siebie nazywają "99 procentami". Podkreślają w ten sposób, że nie mają szans na dogonienie najbogatszych.

BOGACZOM TEŻ BIEDA ZACZYNA PRZESZKADZAĆ

O tym, że nierówności są niebezpiecznie duże mówią już nawet sami…najbogatsi. Słynny giełdowy inwestor Warren Buffett oraz właściciel Microsoftu Bill Gates od kilku lat namawiają amerykański rząd, by na najbogatszych nałożyć wyższe podatki.

- W maju w Londynie na konferencji Kapitalizm Inkluzywny spotkali się najwięksi Rockefellerowie współczesnego świata. Choć sami siebie nawzajem nie nienawidzą, to musieli usiąść do jednego stołu i porozmawiać. Oni w oczach już mają strach przed rewolucją - mówi nam prof. Elżbieta Mączyńska

A jest nad czym myśleć. Wśród ekonomistów głośno ostatnio o tezach Thomasa Piketty'ego. Francuz udowadniał, że w kapitalizmie bogactwo nie rozkłada się równomiernie. Wręcz przeciwnie. Gdy dochody z kapitału są wyższe niż wzrost gospodarczy, to rozwarstwienie ekonomiczne tylko się powiększa. Bogaci są więc coraz bogatsi, a pozostali nie mając kapitału nie mają jak wyrwać się ze swojej biedy. Zdaniem Piketty'ego jedyną radą na ten problem jest obłożenie firm globalnym podatkiem od zysków kapitałowych. Na to nie chce zgodzić się żadna międzynarodowa korporacja.

Tezy francuskiego ekonomisty potwierdzają się w raporcie OECD. Zwykli robotnicy zarabiają dziś proporcjonalnie nawet mniej niż przed blisko dwoma wiekami. Od tego czasu PKB krajów wzrosło średnio dziesięciokrotnie. W tym samym czasie wynagrodzenia podskoczyły jedynie ośmiokrotnie.

Według raportu zatytułowanego "Jak się żyło?" nierówności w dochodach zaczęły dramatycznie rosnąć po upadku ZSRR w państwach Europy Wschodniej oraz Chinach. Czyli w krajach, które teoretycznie najszybciej nadrabiają dziś cywilizacyjną wielką dziurę.

- Po roku 1980 postępująca globalizacji przyczyniła się wprawdzie do spadku rozpiętości dochodu pomiędzy krajami, ale jednocześnie zwiększyły się różnice w ramach poszczególnych państw – napisali naukowcy.

Co ciekawe, eksperci OECD zwrócili uwagę, że nawet bogate kraje nie są gwarantem bezpieczeństwa dla swoich obywateli. Dotyczy to w szczególności Stanów Zjednoczonych. Choć PKB per capita było tam zawsze wysokie, to jednocześnie cały czas utrzymywała się tam spora liczba zabójstw. Zupełnie inaczej wyglądało to w dużej części Azji. Choć kraje były biedne, ale współczynnik Giniego był tam niski, to ich mieszkańcy żyli w miarę bezpiecznie.

Wniosek jest więc taki, że to nie zasobność portfela, ale właśnie nierówności społeczne mogą mieć większy wpływ na przestępczość.

A jak to wygląda w Polsce? Czy faktycznie rosną różnice między bogaczami, a najbiedniejszymi? Sprawdź na następnej stronie

Poprzednia strona
  • 1
  • 2
Czytaj także
Polecane galerie