Najpopularniejszy w Polsce portal o finansach i biznesie
Po tej decyzji 400 tys. osób straci 20 proc. dochodów

Po tej decyzji 400 tys. osób straci 20 proc. dochodów

Fot. premier.gov.pl

To może być szok dla twórców, dziennikarzy, aktorów i innych osób pracujących w Polsce na umowy o dzieło. Szczególnie tych biedniejszych, z prowincji, z małych ośrodków, gdzie wysokość honorariów jest dramatycznie niska.

Według dziennika "Rzeczpospolita" za zapowiedziami premiera Donalda Tuska, który wydał wojnę tzw. umowom śmieciowym, kryje się chęć nałożenia składek ZUS na twórcze środowisko. I to drakońskich stawek. Od każdego 1 tys. zł twórca zapłaci niemal 200 zł (dokładnie 19,52 proc. dochodu).  

Sprawa dotyczy 300-400 tys. osób, które stracą część dochodów (będą zarabiać mniej na rękę). ZUS ma na tym zyskać 1,9 mld zł. Zmiany mogą zacząć obowiązywać od 2015 r.

Skąd w ogóle taki pomysł? Niektórzy powiedzą, że to wyciągnięcie ręki do Katarzyny Skrzyneckiej, która za pośrednictwem portalu społecznościowego Facebook poinformowała niedawno, ile wynosić będzie jej emerytura. Piosenkarka i aktorka podaje wyliczoną przez ZUS kwotę 34 złotych i 87 groszy i bardzo tego żałuje.

Skrzynecka Tuskowi pomogła, ale akurat (znając premiera) nie była mu aż tak potrzebna - rząd zawsze coś wymyśli, żeby uzasadnić sprawę inaczej niż tylko tym, że kasa jest potrzebna, bo zadłużenie Polski wzrosło do niebotycznych rozmiarów, a do kieszeni twórców sięgnąć najłatwiej. Donald Tusk już wie bowiem, że aktorzy, wynalazcy i dziennikarze nie wyjdą na ulice, gdy zabierze im pieniądze. Bo już raz to sprawdził.

Od 2013 r. w ramach 50 proc. kosztów uzyskania przychodu, artyści, twórcy czy dziennikarze mogą odliczyć od przychodu najwyżej 42 tys. 764 zł rocznie. Ta zmiana dotknęła szczególnie lepiej zarabiających artystów, dziennikarzy, wynalazców i inne osoby uzyskujące przychody z praw autorskich i z praw pokrewnych (np. z praw do nagrań programów). Teraz mają oni ograniczone możliwości korzystania z 50-proc. kosztów uzyskania przychodu, nawet jeśli rzeczywiście koszty mają wyższe.

Problem tym razem panie premierze jest jednak taki, że znani powszechnie są tacy twórcy w Polsce, którzy średnio miesięcznie zarabiają 1000 zł brutto, a utrzymują ich bogatsi urzędnicy, których mają w rodzinie (wystarczy spojrzeć z okna samolotu po drodze z Warszawy do Gdańska). Co się stanie jeśli akurat tym twórcom  zabierze pan dodatkowe 20 proc., obiecując mityczną, niską emeryturę, w którą i tak nie wierzą? Mogą przestać... tworzyć. I zostać urzędnikami, albo np. spawaczami. Pytanie tylko, czy o to naprawdę panu chodzi?

Czytaj także
Polecane galerie