"NYT" zauważa, że amerykańska branża filmowa jest zaskakująco stabilnym biznesem: przez ostatnie 80 lat dominuje model, w którym finansiści z Nowego Jorku pożyczają pieniądze kreatywnym ludziom z Los Angeles.

Co intrygujące, ciągle dominują te same studia filmowe: Columbia, Disney, Paramount, Warner Brothers, Universal, 20th Century Fox. Dlaczego tak się dzieje? Czemu brakuje nowych graczy?

Odpowiedź brzmi następująco: w branży istnieje potężna bariera konkurencyjna - nie każdy wie, jak zachęcić do projektu topowego aktora czy aktorkę, które gwiazdy są modne, a które nie, które kluby i restauracje warto promować itd.

Poza tym potencjalna stopa zwrotu jest bardzo niska przy stosunkowo wysokim ryzyku. Jeżeli fundusz miałby zainwestować w niepewny projekt filmowy kilkaset milionów dolarów, chciałby w zamian zobaczyć coś więcej niż zwrot włożonego kapitału, a tymczasem PricewaterhouseCoopers szacuje średnioroczny wzrost w tej branży na zaledwie 0,6 procent.

Dlatego potrzeba takich ludzi jak Anil Ambani, którzy traktują filmy jako inwestycję w wizerunek i jako okazję do zawarcia ciekawych znajomości w środowisku gwiazd.

"NYT" prognozuje, że z czasem i tak Hollywood zostanie pokonane przez telewizję.

Czytaj także
Polecane galerie