Najpopularniejszy w Polsce portal o finansach i biznesie
Ukryte obligacje przez prezesa Imagis. "To może być nawet kradzież"

Ukryte obligacje przez prezesa Imagis. "To może być nawet kradzież"

We wtorek opisaliśmy niezwykłą sytuację w notowanej na New Connect spółce Imagis, która zawiesiła swojego prezesa, a wkrótce potem zorientowała się, że nie wie, gdzie zostały zdeponowane należące do niej obligacje (na okaziciela) warte, bagatela, 12 mln zł.

Zawieszony prezes Marcin Niewęgłowski twierdzi, że nie może ujawnić gdzie, ponieważ po zawieszeniu nie jest uprawniony do posiadania informacji na ten temat. W tej sytuacji spółka była zmuszona uznać, że utraciła posiadanie wspomnianych obligacji.

Choć zarząd Imagis zapowiedział podjęcie bliżej nieokreślonych "wszelkich działań zabezpieczających interes spółki", wydaje się, że ma związane ręce. Jak jednak twierdzi poproszona o opinię przez naszą redakcję adwokat Małgorzata Krzyżowska, która specjalizuje się w prawie gospodarczym, sytuacja wcale nie jest patowa, a zawieszony prezes może nawet podlegać odpowiedzialności karnej za ukrywanie obligacji.

Małgorzata Krzyżowska uważa, że w związku z zawieszeniem w czynnościach prezesa zarządu i wynikającą z tego utratą przez niego uprawnień do prowadzenia spraw i reprezentacji spółki, instytucja lub osoba przyjmująca od niego w depozyt papiery wartościowe powinna przede wszytskim poinformować zarząd spółki o tym fakcie.

Prawniczka twierdzi, że spółka posiada roszczenie wobec prezesa Spółki za szkodę wyrządzoną swym działaniem lub zaniechaniem.

Zawieszony w sprawowaniu funkcji prezes nie miał prawa dysponować, a tym bardziej ukrywać przed spółką obligacji stanowiących jej własność – ocenia mec. Krzyżowska.

Jak stwierdza, w przypadku obligacji na okaziciela przeniesienie praw z dokumentu wymaga wydania tego dokumentu, a dłużnik nie ma obowiązku dochodzenia, czy okaziciel jest właścicielem dokumentu. Gdy jednak występują uzasadnione wątpliwości, czy okaziciel dokumentu jest wierzycielem, dłużnik powinien złożyć przedmiot świadczenia do depozytu sądowego, twierdzi Krzyżowska.

Giełdowa spółka zawiesiła prezesa. A potem się zorientowała, że brakuje obligacji na 12 mln zł

– W mojej ocenie jednak do umowy przeniesienia praw z dokumentów na rzecz prezesa zarządu nie doszło, co oznacza, że spółce przysługuje roszczenie o zwrot dokumentów obligacji. Dla przeniesienia praw niezbędna byłaby ważna przyczyna prawna rozporządzenia, np. umowa zobowiązująca oraz przeniesienie posiadania dokumentu poprzez wydanie go nabywcy. Ważna jest wola obu stron dokonania transakcji zbycia, a więc też zamiar spółki zbycia papierów wartościowych prezesowi zarządu, którego to elementu według deklaracji spółki nie było – pisze prawniczka.

Jak zaznacza, konsekwencją tych czynności byłoby ponadto dokonanie zapłaty przez nabywcę oraz dokonanie stosownego zapisu na rachunkach papierów wartościowych, którym potwierdzonoby dokonanie transferu.

Jeśli prezes spółki stał się jedynie posiadaczem dokumentów obligacji i nie nabył praw wynikających z tych dokumentów, to w zależności od sposobu wejścia w posiadanie obligacji, należałoby rozważyć niezwłoczne zawiadomienie organów ścigania o popełnieniu przestępstwa kradzieży z art. 278 kodeksu karnego lub przywłaszczenia bądź sprzeniewierzenia mienia - z art. 284 par. 1 lub par. 2 , w związku z art. 294 kodeksu karnego – uważa Małgorzata Krzyżowska.

Jak informuje mec. Krzyżowska, osobie oskarżonej na podstawie wymienionych przepisów grozi kara pozbawienia wolności od roku do 10 lat. – W toku tego postępowania należałoby niezwłocznie zabezpieczyć dokumenty, którymi są właśnie te ukrywane obligacje na okaziciela, a w tym zakresie kompetencje policji są bardzo szerokie – podkreśla prawniczka.

Zaznacza jednak, że ważne jest, by organy ścigania miały świadomość bezprawności działania, polegającego na zaborze lub przywłaszczeniu i ukrywaniu mienia należącego do spółki.

Należy działać szybko, albowiem w przypadku zbycia dokumentów na rzecz osoby trzeciej działającej w dobrej wierze, spółce – obok postępowania karnego – pozostanie możliwość dochodzenia roszczenia odszkodowawczego względem prezesa zarządu, co może okazać się karkołomne – kończy swą opinię mec. Krzyżowska.

Czytaj także
Polecane galerie