wp.pl
wp.pl
Najpopularniejszy w Polsce portal o finansach i biznesie
Ewa Minge idzie na giełdę. "Nikt mi niczego nie zafundował. Każde ziarenko mojej marki wypracowałam sama"

Ewa Minge idzie na giełdę. "Nikt mi niczego nie zafundował. Każde ziarenko mojej marki wypracowałam sama"

Fot. Eva Minge

Ewa Minge to jedna z najbardziej znanych projektantek w naszym kraju.  Jako pierwsza Polka została zaproszona na pokaz na Schodach Hiszpańskich w Rzymie, podczas prestiżowej imprezy "Donna sotto le Stell", a jej kolekcje prezentowano podczas najważniejszych pokazów mody na całym świecie - od Paryża i Mediolanu po Montreal, Moskwę czy Dubaj.

Słynąca dotychczas głównie z odważnych kreacji haute-couture projektantka otworzyła... sieciówkę. W sklepach, które Ewa Minge tworzy razem z większościowym akcjonariuszem - spółką Esotiq&Henderson, pojawi się marka Femestage. Powstała ona z myślą o młodszych i mniej zamożnych klientkach. Projektantka wraz ze swoim inwestorem planuje wprowadzić firmę na główny parkiet warszawskiej giełdy i pozyskać do 16 milionów złotych na jej rozwój.

W rozmowie z serwisem Biztok.pl Ewa Minge opowiada o wejściu w świat wielkich finansów. Mówi nam, że moda to biznes jak każdy inny, a sama siebie traktuje bardziej jak przedsiębiorcę niż projektantkę i obiecuje, że nigdy nie zerwie kontaktów z Polską.

FRO_0646-250.jpg

 

Biztok.pl: Jest pani jedną z nielicznych projektantek w Polsce, która zdecydowała się na mocne wejście w świat finansów. Zacznijmy zatem od podstawowego pytania... Czy na modzie można zarobić?

Ewa Minge: Przez ponad 20 lat mojej pracy udowodniłam to wiele razy. Sama finansowałam swoje pokazy w najbardziej prestiżowych miejscach na świecie. Reinwestowałam pieniądze zarobione przez moją firmę. Wiedziałam, że nie mogę jej pogrążyć. Przecież musiałam z czegoś utrzymać rodzinę i wierną załogę, która towarzyszy mi od 20 lat i przeżyła wiele wzlotów oraz zakrętów w mojej karierze.

Uważam, że w biznesie nie ma miejsca na szaleństwo. Firmę trzeba prowadzić bezpiecznie. Inaczej inwestorzy nie staraliby się o mnie.

Duże było zainteresowanie ze strony inwestorów?

Miałam kilka propozycji odkupienia udziałów lub nawet całej marki, łącznie z poważnym kapitałem zachodnim. Dla mnie jednak poza pieniędzmi na koncie liczą się ludzie.

W 2012 r. większościowym udziałowcem Eva Minge Design Sp. z o.o. został Esotiq&Henderson. Za tą firmą stoi zespół ludzki bardzo sprawny i wyjątkowo lojalny swojej marce. Właściciele to także niebanalni ludzie, którzy, podobnie jak ja, nie widzą granic w sferze marzeń. Realizują je, jeśli tylko mają one ekonomiczny sens. Teraz pojawiła się nowa marka Femestage i celem jest przejście z rynku NewConnect na główny parkiet GPW.

Skąd pomysł, by połączyć świat mody z twardym biznesem?

Te światy się przenikają. Moda to biznes, jak każdy inny. Nie można być uznanym na świecie projektantem bez biznesowej świadomości. To, co stworzymy, trzeba przecież sprzedać.

Podczas pokazu, który został zorganizowany na warszawskiej giełdzie, wystąpiła pani przed publiką w maklerskich szelkach. Zapowiadając, że oprócz mody, będzie pani teraz projektować pieniądze...

Zawsze podkreślałam, że czuję się bardziej przedsiębiorcą niż projektantką. Mam mnóstwo pomysłów, nie ograniczam się wyłącznie do mody. Uważam, że jest mnóstwo do zrobienia, jeśli chodzi o wzornictwo przemysłowe. Mój biznes to nie tylko modowa marka Eva Minge. To także wiele produktów licencyjnych, które projektuję, a ich sprzedażą zajmują się inne, renomowane firmy. Nie tylko w Polsce. Sprzedaż licencyjna niedawno ruszyła na przykład we Włoszech.

Czy łatwo było oddać w 2012 r. większościowy pakiet akcji, w stworzonej przez siebie firmie, inwestorowi?

Marka to ja. I to wydaje się na tyle oczywiste, że nie ma mowy o strachu. Nie zakładam żadnego krachu. Tego, co mam w głowie, nie dałoby mi nawet kilka uniwersytetów. Ja tego nie dostałam jako dziedzictwa. Nikt mi niczego nie zafundował. Każde ziarenko mojej marki wypracowałam sama.

Moi wspólnicy i ja doskonale się dogadujemy i mamy jasny podział zadań. Czasami w życiu trzeba komuś zaufać.

Im większy tort do zdobycia, tym większe ryzyko. Jestem jednak z gatunku mądrych optymistów. Uważam, że jeśli jakiś projekt się nie uda, to świat się nie zawali. Wezmę kilka cegieł i zbuduję na nowo. Jestem zawsze przygotowana na porażkę i to daje mi właśnie mnóstwo optymizmu, że się uda. Walczymy razem już trzy lata i życzę każdemu takich żołnierzy obok.

Dotychczas ubierała pani zamożne klientki, w tym takie gwiazdy jak: Ivanka Trump czy Paris Hilton. Teraz chce pani ubierać przeciętne Polki z przystępną cenowo marką Femestage?

Nigdy w życiu nie śmiałabym nazwać Polek przeciętnymi. Uważam, że doskonale sobie radzą z modą. Ubierały się świetnie nawet w poprzedniej epoce, gdy w sklepach nic nie było. Chciałam im po prostu zaproponować coś, czego na polskim rynku jeszcze nie miały – ubrania świetnej jakości, prosto ze światowych wybiegów, w przystępnej cenie. Wszystkie kolekcje z nowej linii będą miały moje DNA.

Na następnej stronie więcej o nowej marce Ewy Minge. Gdzie będzie dostępna i - najważniejsze - jakie będą ceny na metkach Femestage

Poprzednia strona
Czytaj także
Polecane galerie