Najpopularniejszy w Polsce portal o finansach i biznesie
Ewa Minge idzie na giełdę. "Nikt mi niczego nie zafundował. Każde ziarenko mojej marki wypracowałam sama" . strona 3 z 3

Ewa Minge idzie na giełdę. "Nikt mi niczego nie zafundował. Każde ziarenko mojej marki wypracowałam sama"

Fot. Eva Minge

Inwestor, nowa marka, giełda... Jak zaczęła się ta przygoda z biznesem?

Już w trakcie studiów zaczęłam zatrudniać pracowników. Przeniosłam się z Poznania do Pszczewa, gdzie w piwnicy mojego domu rozkręciłam firmę. To były zarazem trudne i łatwe czasy.

Na początku wolnorynkowej gospodarki rozchodziło się wszystko, co wyprodukowaliśmy. Sprzedaż prowadziliśmy w soboty, a już od czwartku ustawiały się kolejki.

Już wtedy wiedziałam, że musimy się rozwijać, że tak nie może zostać. Bo jak będzie trudniej, to plajtuje większość takich garażowych firm. Więc inwestowałam...

I uczyniła pani ze swojego nazwiska międzynarodową markę.

To była długa i bardzo konstruktywna praca. Konsekwencja w działaniu i ciągła nauka. Inwestowałam w prezentacje marki na całym świecie, co dawało mi szybką odpowiedź, jaka jest na nią reakcja na różnych kontynentach.

Poza zamiłowaniem do sztuki mam bardzo analityczny matematyczny umysł. Przetwarzam szybko dane, które zdobywam.

Przetwarzanie danych, analizy... Mało to ma wspólnego z modą. Skąd takie podejście w tej branży?

Wiedzę zdobywam u źródła. Podejścia do mody i wzornictwa przemysłowego uczyłam się u najlepszych. Trafiłam na właściwych ludzi poza granicami Polski, co dało mi niezwykle wsparcie i naukę. Trzeba mieć dużo odwagi i wiary w siebie, by walczyć z najlepszymi o swój kawałek świata.

Niezwykle ważny jest zespół, który ze mną pracuje. W pojedynkę to można jedynie opłynąć ziemię, wejść na jakiś szczyt, ale i za tymi wyczynami, jak lepiej się przyjrzymy, stoją ludzie.

FRO_2953-96.jpg

 

Szlify zdobywała pani za granicą i nie da się ukryć, że to właśnie tam jest Pani bardziej rozpoznawalna niż w kraju...

W Polsce mówi się, że jestem bardziej ceniona na Zachodzie. To prawda, ale w kraju też mam sporo oddanych klientów i fanów. Dlatego chcę tu tworzyć coś nowego i Femestage jest tego przykładem.

Do tej pory moje produkty nie były przeznaczone do sprzedaży na szeroką skalę w Polsce. Ja z założenia nie chciałam być wszędzie. Owszem, mój sukces na Zachodzie jest realny, ale nie został osiągnięty za wszelką cenę.

Moim celem zawsze była budowa silnej marki modowej, ale to nie jest dla każdego. Mój brand ma być inny niż wszystkie i to mi się udało. Ta odmienność została doceniona i kupiona na Zachodzie. Na rynku międzynarodowym unikatowość jest zaletą, we Włoszech zawsze byłam za to gloryfikowana. Środowisko modowe mnie kupiło, razem z moim wizerunkiem.

W Polsce nikt w to nie mógł uwierzyć. Nie można mnie było wsadzić do żadnej szufladki. A jak nikt nie mógł uwierzyć i zaszufladkować, to skupiono się na innych rzeczach i plotkach. Zastanawiano się, kogo ja kopiuję, za kim chcę iść. A ja chciałam iść własną drogą. I płacę za to swoją cenę.

Nigdy nie prosiłam się o obecność w serwisach plotkarskich. Na imprezach nie bywam. Nigdy mi na tym nie zależało. Wolałam spędzać czas z rodziną, nawet kosztem jeszcze szerszej modowej kariery.

Jednak akceptuję to, taka jest cena kariery. Ktoś może kochać Versacego, ktoś powie, że go nienawidzi.

Dlaczego zatem nie zdecydowała się pani na karierę tylko i wyłącznie zagranicą?

Nigdy nie zerwę kontaktów z Polską, nigdy też nie zostawię moich ludzi. Mój sukces nie byłby możliwy bez nich. Z wieloma osobami współpracuję od ponad 20 lat. Bez nich nie byłabym w Paryżu czy na Hiszpańskich Schodach. Zaufanie i lojalność w dzisiejszych czasach są cenniejsze od pieniędzy.

Już na samym początku mojej kariery na Zachodzie dostałam propozycję bycia głównym projektantem w jednym z najbardziej znanych włoskich domów mody. Odmówiłam, bo mój starszy syn dorastał. Uznałam, że i tak dam radę, a idąc swoją drogą będę mogła być z dziećmi. I niczego nie żałuję.

Udaje mi się konsekwentnie budować mocną, wielopokoleniową markę światową. Synowie chętnie biorą udział w pracy na odcinkach, w których czują się dobrze. Czy zechcą kiedyś współtworzyć markę i kontynuować moje osiągnięcia? Czas pokaże.

Następna strona
Czytaj także
Polecane galerie