wp.pl
wp.pl
Najpopularniejszy w Polsce portal o finansach i biznesie
Koszt naprawy kopalń może być wyższy niż 2,3 mld zł. Minister specjalnie dla Biztoka

Koszt naprawy kopalń może być wyższy niż 2,3 mld zł. Minister specjalnie dla Biztoka

Fot. msp.gov.pl

W rozmowie z Biztok Minister Skarbu Państwa Włodzimierz Karpiński nie wyklucza, że koszt programu naprawczego dla polskiego górnictwa może być wyższy niż 2,3 mld zł. Żałuje też, że już kilka miesięcy temu nie podjęto rozmów z prywatnymi inwestorami chętnymi do zakupu kopalń.  Przyznaje także, że żaden górnik dołowy nie straci pracy, a porozumienie już było uzgodnione, ale w ostatniej chwili zrezygnowały z niego związki zawodowe.

Sebastian Ogórek, Biztok: Ile pieniędzy jest w tej chwili na kontach Kompanii Węglowej?

Włodzimierz Karpiński, Minister Skarbu Państwa: Sytuacja jest bardzo trudna. Kompania Węglowa jest na skraju bankructwa. Pieniędzy w firmie jest tak mało, że już w przyszłym miesiącu może ich zabraknąć na wypłaty wynagrodzeń. Z deklaracji zarządu spółki wynika, że do końca maja może brakować aż 950 mln zł. Z kolei straty KW rosną co miesiąc o ok. 200 mln zł.

Z czego w takim wypadku zostaną wypłacone pensje dla 50 tys. pracowników KW w lutym?

Zarząd poszukuje środków na pensje, ale doraźne działania nie uratują Kompanii Węglowej. Dlatego tak ważne jest to, że Sejm przyjął ustawę, która ma umożliwić realizację rządowego programu naprawy tej spółki. Dzięki niej będziemy mogli uratować dziesiątki tysięcy miejsc pracy. 

Cieszę się również, że strona związkowa dostrzega powagę sytuacji i podjęła merytoryczne rozmowy. Alternatywa jest taka: albo plan naprawczy, którego sposób wdrażania dyskutujemy ze stroną społeczną, albo niekontrolowana upadłość KW, która sprawi, że źródło utrzymania straci blisko 50 tys. osób pracujących w kompanii, ale także właściciele i pracownicy firm, które z Kompanią współpracują.

Zobowiązania KW to dziś 4,2 mld zł, z czego znaczna część to należności wobec kontrahentów, którzy będą mieli poważne problemy, gdy nie otrzymają zapłaty. Dlatego apeluję o kontynuowanie rozmów i wspólne wzięcie odpowiedzialności za ratowanie polskiego węgla.

Pytanie brzmi więc dlaczego rząd dopiero teraz zabiera się za kopalnie?

Działania były podejmowane od marca zeszłego roku.  W sierpniu 2014 weszła w życie zmiana ustawy o funkcjonowaniu górnictwa węgla kamiennego, dzięki której odroczono około 290 mln zł zobowiązań KW wobec ZUS-u do 31 grudnia 2015 r.

Dziś widać, że to nie wystarczyło, bo sytuacja na rynku węgla jest bardzo dynamiczna i niestety działa na niekorzyść polskiego górnictwa. Tylko przez ostatnie czternaście dni ceny węgla spadły o 10 proc., a od 2008 r. o ponad 50 proc.

Należy również mieć na względzie specyfikę części polskich złóż, która często uniemożliwia wydobywanie węgla w sposób opłacalny. Czasu jest bardzo mało i w działaniach trzeba sięgać głębiej.

Rozumiemy troski górników, chcemy i mamy obowiązek chronić śląskie rodziny oraz zagwarantować bezpieczeństwo energetyczne naszego kraju, które przecież opiera się na węglu.

Co w takim razie trzeba było robić i kiedy?

W otwartej gospodarce przy dużej konkurencji kontrola kosztów i zdobywanie nowych rynków to podstawa. Restrukturyzacji kosztów należało dokonywać sukcesywnie.

To one są dziś głównym problemem, bo w KW koszty stałe to aż 80 proc. Nawet w najlepszych latach, gdy ceny węgla były zupełnie inne  - w tej potężnej firmie - wynik finansowy niemal nigdy nie przekroczył 30 mln zł. Warto też zauważyć, że z KW nie była także pobierana dywidenda.

Powinniśmy koncentrować się na tym, co tu i teraz. Musimy zmniejszyć koszty stałe w dziewięciu kopalniach, które mają lepsze wyniki, zwiększyć w nich wydobycie, zainwestować w maszyny i urządzenia - wtedy jest szansa na zysk i elastyczność w działaniu nawet przy wahaniach cen węgla.

Wszyscy podkreślają nadmierne zatrudnienie w KW. Jednocześnie premier Kopacz mówi: „nie zwolnimy żadnego górnika dołowego”. To jak to ma ostatecznie wyglądać?

Żaden górnik dołowy nie zostanie zwolniony. Górnicy dołowi z nierentownych kopalń znajdą pracę w spółce. Będzie to możliwe m.in. dzięki wprowadzeniu zmian w organizacji pracy.

Dodatkowo górnicy, którym zostało mniej niż 4 lata do emerytury będą mogli przejść na urlop, podczas którego będą otrzymywać trzy czwarte pensji i jednocześnie podjąć inną pracę.

Górnicy, którym zostało więcej niż 4 lata do emerytury będą mogli skorzystać z odpraw w wysokości dwuletniej pensji, a pracownicy przeróbki mechanicznej w wysokości 10 pensji. Wsparcie dostaną też pracownicy administracji. Nikt nie zostanie bez pracy lub pomocy.

Katowicki Holding Węglowy właśnie ogłosił, że także ma problemy i chce jedną z kopalń przekazać do spółki restrukturyzacyjnej. Jest taka możliwość? I czy dużo jeszcze takich kopalń-trupów jest gdzieś pochowanych?

Nie operujmy takimi określeniami. Przyjrzyjmy się bliżej sytuacji w górnictwie. Są trzy podstawowe parametry: organizacja produkcji, spadające ceny węgla i jego nadpodaż wywołana m.in. łupkową rewolucją w USA. To z nimi dziś się mierzymy. Trzeba to odnieść do niemal 50 tys. ludzi zatrudnionych w KW i kolejnych tysięcy, którzy pracują w firmach kooperujących. To oznacza, że mamy bardzo poważny problem społeczny.

Jeśli pyta pan, czy to zaczyna dotykać także innych wytwórców, to muszę odpowiedzieć: tak. Na pewno te trzy problemy dotyczą także Katowickiego Holdingu Węglowego.

Kopalnie KW, które zidentyfikowaliśmy w programie naprawczym odpowiadają za 80 proc. strat, które na koniec 2014 wyniosły 1,2 mld zł.

Czy w związku z tym koszty programu naprawczego mogą wzrosnąć z obecnych 2,3 mld zł?

Tego nie wykluczam. Część polityków złośliwie mówi o nowelizacji ustawy, która pozwala likwidować kopalnie, ale tak naprawdę to co robimy to wyraz odpowiedzialności.

 Prawda jest taka, że do końca 2018 roku Unia Europejska pozwala nam na udzielanie pomocy na wygaszanie nierentownej działalności wydobywczej. Procedowana ustawa jest tak skonstruowana, że w razie  potrzeby będziemy mogli wyasygnować środki na realizację pomocy także w innych miejscach.

To ile to może być więcej?

To dziś trudne do wyliczenia. Z mojej wiedzy wynika, że wiele kopalń ma problem polegający na tym, że część ich struktury działa sprawnie i ma perspektywę wydobycia ekonomicznie uzasadnionego, a część będzie potrzebowała pomocy.

W Jastrzębskiej Spółce Węglowej też mogą się pojawić takie problemy jak w KW i KHW? Program restrukturyzacyjny będzie mógł pomóc także jej?

To spółka giełdowa. Tu nie przewidujemy tego typu pomocy.

Czy górnicy dziś widzą jakiekolwiek miejsce do negocjacji? Czy z ich strony jest to tylko postawa konfrontacyjna?

Po dziewięciu godzinach poniedziałkowych rozmów pod przewodnictwem pani premier, wydawało mi się, że jesteśmy bliscy porozumienia. Powiem więcej. Na poziomie zespołów roboczych to porozumienie zostało wypracowane. Ubolewam, że ostatecznie nie doszło do jego podpisania przez stronę związkową.

W czwartek wróciliśmy do stołu i rozpoczęliśmy negocjacje jeszcze raz. Analizujemy każdą kopalnię, każdy element, tak aby wypracować rozwiązania jak najmniej bolesne społecznie, a zarazem najbardziej efektywne biznesowo.

To czego jeszcze żądają górnicy?

W świadomości górników, nasze działania prowadzą do zamknięcia kopalń. W rzeczywistości chcemy wyłączyć nieefektywne części zakładów i uratować te, gdzie dalej można fedrować i na tym zarabiać.

W ten sposób utrzymamy miejsca pracy i będziemy mogli szukać inwestorów. Musimy zrozumieć: albo 4 z 14 kopalń, które przynoszą największe straty zostaną przeniesione do Spółki Restrukturyzacja Kopalń, gdzie zostaną poddane działaniom restrukturyzacyjnym, albo cała Kompania Węglowa upadnie i około 50 tys. pracowników straci pracę.

Ilu na dziś jest inwestorów, którzy chcą zakupić kopalnie?

Tę sprawę koordynuje obecnie Ministerstwo Gospodarki. Na razie są to wstępne rozmowy z kilkoma podmiotami bez formalnych ofert z ich strony.

Rozumiem, że nie ma pan jeszcze władzy nad KW, ale program restrukturyzacyjny, jak sam pan mówił, powstaje od pewnego czasu. Jak to jest w takim razie możliwe, że w listopadzie zgłasza się do Kompanii Krzysztof Domarecki, chce kupić jedną z nierentownych kopalni. I przez dwa miesiące nikt nie podejmuje z nim żadnych rozmów.

Prywatyzacja górnictwa to kwestia bardzo wrażliwa społecznie. Przykłady Bogdanki i Silesii pokazują jednak, że  może mieć bardzo dobre efekty. Oferta od pana Krzysztofa Domarackiego miała wpłynąć w momencie, gdy w KW był wybierany nowy prezes. Ważne, że ostatecznie rozmowy zostały podjęte.

Rzeczywiście oferta została nadesłana kilka dni przed odwołaniem prezesa Tarasa. Tylko że potem przez dwa miesiące nic się nie działo. To co najmniej dziwne w sytuacji finansowej KW.

Zgadzam się z panem, że każdy racjonalny przedsiębiorca natychmiast analizuje taką możliwość. Skala problemów, a zarazem znaczenie Kompanii Węglowej dla Polski, są jednak tak duże, że nowy zarząd pod przewodnictwem prezesa Sędzikowskiego w pierwszej kolejności musiał poszukać kompleksowych rozwiązań, które zabezpieczą blisko 50 tys. pracowników spółki i bezpieczeństwo energetyczne kraju.

A dlaczego w takim razie w programie restrukturyzacyjnym w ogóle brak pomysłu pod hasłem: prywatyzacja kopalń?

Ustawa, którą przyjął sejm otwiera drogę do prywatyzacji kopalń na dobrych zasadach. Cieszę się, że dostrzegli to przedstawiciele związków zawodowych z kopalni Brzeszcze.

Musimy jednak pamiętać o kwestiach społecznych i o tym jak sektor górniczy jest mocno zakorzeniony na Śląsku. W obecnej sytuacji geopolitycznej musimy mieć również pewność, że nikt nie będzie „szantażował” Polski naszym strategicznym surowcem energetycznym.

Czy prawdą jest, że w celu przejęcia kopalń chce pan łączyć spółki energetyczne: Tauron z Eneą, a PGE z Energą?

 Analizy dotyczące konsolidacji sektora energetycznego rozpoczęliśmy pół roku temu i właśnie je finalizujemy. Koniec prac zbiegł się w czasie z kryzysem surowcowym i kłopotami kopalń, ale konsolidację prowadzimy przede wszystkim po to, by nasze firmy energetyczne były silne, mogły inwestować w nowe elektrownie i miały szansę w konkurencji na coraz bardziej zintegrowanym europejskim rynku.

Silna elektroenergetyka to też jeden z fundamentów polskiego bezpieczeństwa energetycznego, które od lat konsekwentnie budujemy. Zapewniliśmy i chcemy utrzymać kontrolę nad tym segmentem przez polski kapitał. To w kontekście bezpieczeństwa energetycznego kraju jest rzeczą nie do przecenienia.

Warto dodać, że konsolidacja branży energetycznej nie jest pierwszym tego typu projektem, którego się podjęliśmy. Mamy pozytywne efekty połączenia w jedną silną grupę rozdrobnionej kiedyś branży chemicznej. Skutecznie finalizujemy proces konsolidacji branży zbrojeniowej, którego nie udawało się przeprowadzić przez ponad dwie dekady.

A polskie górnictwo potrzebuje dziś nie czterech, ale dwóch spółek energetycznych?

Celem jest budowa silnej energetyki,  która będzie mogła korzystać na współpracy ze zrestrukturyzowanym przemysłem górniczym. Stabilny dostęp do paliwa jest bardzo ważny dla naszego bezpieczeństwa energetycznego.

Trwa przecież budowa nowych elektrowni o wartości przekraczającej 30 mld zł i mocy ok. 5 tys. MW, które niemal w stu procentach będą opalane polskim węglem. Największe budowane bloki, w Jaworznie, Opolu i Kozienicach będą potrzebowały nawet 11 mln ton tego surowca rocznie.

Czytaj także
Polecane galerie