Najpopularniejszy w Polsce portal o finansach i biznesie
Ks. Jacek Stryczek: Jezus nie był socjalistą. Chrześcijanin powinien być bogaty

Ks. Jacek Stryczek: Jezus nie był socjalistą. Chrześcijanin powinien być bogaty

Fot. szlachetnapaczka.pl

"Bogacenie się to przygotowanie do pełnienia odpowiednich ról w Królestwie Niebieskim" - mówi w wywiadzie dla Biztok.pl ksiądz Jacek "Wiosna" Stryczek, duszpasterz ludzi biznesu i organizator akcji "Szlachetna paczka". Jego zdaniem chrześcijanie nie powinni się pieniędzy bać, tylko efektywnie wykorzystywać. Bo takie jest nauczanie Ewangelii.

Jan Bolanowski, Biztok.pl: Zacznę od nieco przewrotnego pytania. Czy chrześcijanin może być bogaty?

Ks. Jacek "Wiosna" Stryczek: Nawet powinien. Jest taka przypowieść o talentach (talent to 34 kilogramy złota), w której ten, który otrzymał ich pięć, po uzyskaniu 100 proc. zwrotu z inwestycji, słyszy: "w drobnej rzeczy byłeś wielki, to cię nad wielkimi postawię". Przesłanie tego jest takie, że skoro poradziłeś sobie z zarządzeniem pieniędzmi i związanymi z tym pokusami, to teraz możesz zarządzać w Kościele.

Ale w Piśmie Świętym jest też inna znana przypowieść, z której wynika, że łatwiej wielbłądowi przejść przez ucho igielne, niż bogatemu dostać się do Nieba.
 
Przypowieść o uchu igielnym traktuje o tym, że pieniądze stanowią olbrzymią pokusę, by budować swoją tożsamość nie przez to kim się jest, ale przez to co się posiada. Wielu ludzi bogatych ulega tej pokusie. Korzystają z pieniędzy jako wartości zastępczej samych siebie. Dzięki pieniądzom mogą drugich ludzi traktować z góry, lub jak w innym miejscu mówi Pismo, mogą "jeść, pić i używać". Tylko że z punktu widzenia Ewangelii taka próba jest potrzebna, bo ten kto ją przejdzie, będzie sobie lepiej radził w życiu.

Czyli bogacenie się jako droga wypełniania Ewangelii?

Tak. Bogacenie się jako przygotowanie do pełnienia odpowiednich roli w Królestwie Niebieskim. To ma potwierdzenie choćby w Listach św. Pawła, który mówi, że biskup powinien być mężem jednej żony, mieć dom, dorobić się. Właśnie tak interpretowali to pierwsi chrześcijanie.

"Boży sponsorzy". Oto jak polscy biznesmeni dotują Kościół

A jakimi zasadami powinni się w podejściu do pieniędzy kierować współcześni chrześcijanie?

Są dwa istotne wymiary pieniądza. Pierwszy z nich związany jest ze słowami „po owocach ich poznacie”. Jeżeli ktoś zarządza pieniędzmi, to od razu widać, czy ma dobre wyniki. Na pieniądzach można ćwiczyć się ze sprawczością i nauczyć efektywności. To dotyczy również dobroczynności. Często jak ktoś pomaga biednym, to wystarczy mu sam fakt, że pomógł, a nie patrzy na to czy było to efektywne. Jest taka pokusa. Bardzo wiele pomocy w Polsce demoralizuje a nie pomaga. A nauka ewangelii jest taka, że chrześcijanin ma przynosić dobre owoce. Skoro coś robi, powinno mu wychodzić.

Drugi wymiar pieniędzy związany jest z wypowiedzianym przez Jezusa zdaniem „pozyskujcie sobie przyjaciół niegodziwą mamoną”. To się tłumaczy tak, że choć pieniądze stanowią pokusę, to jednocześnie mają charakter międzyludzki i mogą służyć do tego, by wzmacniać i budować relacje z drugim człowiekiem.

Czy są zasady prowadzenia biznesu, które powinny wyróżniać chrześcijańskiego biznesmena?

Ja nie wierzę, że istnieje coś takiego jak "chrześcijański biznesmen". Jestem przeciwny takiemu pojęciu. Niestety w naszym kraju wygląda to tak, że ktoś mówi tak: "Jestem katolikiem, więc nie mogę oszukiwać. A wszyscy inni mogą, zatem znajduję się w gorszej sytuacji". To jest zupełna nieprawda – prawo obowiązuje wszystkich. Kiedy służby złapią kogoś na łamaniu prawa, to będzie za to odpowiadał niezależnie od wyznania. Chrześcijanin może być lekarzem, może być ministrem czy biznesmenem, ale nie ma chrześcijańskich lekarzy, ministrów ani biznesmenów.

A co ksiądz powie o chrześcijańskich akcjach konsumenckich, takich jak choćby najgłośniejszy ostatnio bojkot Empiku, który w kampanii świątecznej zatrudnił Nergala i Marię Czubaszek. Czy to jest dobry sposób wykorzystywania sprawczości pieniędzy?

Działanie na rynku konsumenckim, gdy ktoś obraża dobra osobiste, a takim jest religia jest uzasadnione i sensowne. Nie dotyczy to tylko chrześcijan. Najsłynniejsze są przykłady muzułmanów. Ale każdy ma prawo bronić swoich wartości.

Znam taki jeden genialny przykład pisma "Focus". Pasjonowało się ono – z nieznanych mi przyczyn – tematyką antychrześcijańską. Grupa studentów, bodajże z UKSW wysłała maile do reklamodawców zamieszczających ogłoszenia na łamach tego pisma, z pytaniem czy są świadomi, że zwalcza ono chrześcijaństwo. Wiadomo, że reklamodawca, który może wybierać media, nie postawi na to, w którym pojawia się kontrowersja i zamieszanie. Kiedy reklamodawcy się wycofali, pismo zmieniło charakter. Uważam, że to była dobra akcja.

Święta jak podpaski. "Te dni" w reklamie Lidla

Co księdza denerwuje najbardziej w polskiej rzeczywistości biznesowej i gospodarczej?

Od strony biznesowej denerwuje mnie to, że nie wprowadzono w Polsce etosu urzędniczego, polegającego na tym, by wspierać ludzi przedsiębiorczych, biznesmenów. Naturalną cechą człowieka jest to, że sam sobie radzi w życiu i to powinno być wspierane. U nas jest tak, że państwo chce mieć budżet, który potem redystrybuuje, ale osób, które go wytwarzają, w ogóle nie wspiera. Nie rozumiem tego.

Zbliżają się Święta Bożego Narodzenia. W wielu kościołach słyszymy ostrzeżenia przed zagrożeniem ze strony komercjalizacji tych świąt. Czy ksiądz podziela te obawy?

To nie jest zagrożenie, tylko fakt. Na początku XX w. na rynku było mało produktów, a wielu chętnych. Marketing dopiero raczkował. Teraz jest inaczej. Miliony osób kombinują jak zarobić, a dla wielu z nich nie ma żadnych świętości. W przestrzeni medialnej już nie będzie lepiej. Ona się będzie tylko zmieniała w rytm słupków sprzedażowych. Jeśli jakieś działania okażą się skuteczne dla sprzedaży, to ci ludzie będą to robili. Tylko czy ja mam to oceniać moralnie? To jest fakt.

Nie rozumiem, czemu tyle osób narzeka, że w marketach już są choinki. One tam po prostu są, ale można tam nie chodzić. Nie przeszkadza mi, że ludzie robią zakupy przed Świętami lub na nich zarabiają. Ja tak nie robię, świadomie żyję w alternatywnym świecie. Denerwuje mnie tylko monokultura. Dlatego też postawiłem kiedyś przed Galerią Krakowską konfesjonał - nie po to żeby spowiadać – był na nim napis "istnieje inny świat".

Konfesjonał przed galerią handlową. Ks. Stryczek zachęca do refleksji

Ale czy nie jest trochę tak, że Kościół nie nadążył za zmianami gospodarczymi, które dokonały się w Polsce w ciągu ostatnich 25 lat? Wciąż na mszy św. usłyszymy wezwanie do modlitwy za rolników, ale już nie za biznesmenów, pracowników korporacji czy drobnych przedsiębiorców.

U mnie na mszy by pan usłyszał. Ale rzeczywiście jest w tym trochę prawdy, choć nie chciałbym się w nurt krytyki Kościoła wpisywać. Istnieje pewien rozdźwięk między tym, czym ludzie żyją, a tym co się w kościołach do niedawna mówiło. Ale zmiany są, tylko umysł ludzki, jak wynika z badań psychologii poznawczej, jest w stanie jednorazowo przyswoić tylko 3 proc. nowych informacji. Dlatego jak pytam ludzi po mszy o czym było kazanie, to nie mówią zwykle o tym, co usłyszeli, tylko to co wiedzieli przed przyjściem do kościoła. To samo jest z księżmi - często powtarzają to, co kiedyś już usłyszeli. I stąd się biorą ci rolnicy, choć w Polsce jest ich coraz mniej.

Ja podczas mszy regularnie pytam ludzi, kto chce zostać milionerem. Prowadziłem też rekolekcję dla biznesmenów. A w wielkim poście będę prowadził po raz pierwszy rekolekcje dla urzędników. Tak, więc to moje narzekanie na brak etosu urzędniczego znalazło też wymiar duszpasterski.

Może i wielu ludzi w kościele chce zostać milionerami, ale dość powszechne jest w Polsce przekonanie, które sformułował m.in. Michaił Gorbaczow, że Jezus był pierwszym socjalistą. Zgadza się ksiądz z tym stwierdzeniem?

Absolutnie nie. My żyjemy w chorym, postpeerelowskim kraju, w którym połączyła się mentalność katolicka z Marksizmem. Jezus kochał ubogich, a Marks nienawidził bogatych i z tych dwóch rzeczy stworzono jedną doktrynę. Coś na kształt teologii wyzwolenia. To jest chore.

Powiem za to, że z dużą satysfakcją przyglądam się, jak na moje poglądy reagują różne partie polityczne w naszym kraju. Kiedy uczestniczyłem w programie „Młodzież kontra” okazało się, że każda młodzieżówka partyjna - SLD, Ruch Palikota, PO i PiS  - chciała, bym do nich przystąpił. Doświadczyłem wtedy, że moje poglądy na poziomie metapolitycznym są uniwersalne i każdy odnajduje w nich to, co jest mu bliskie. To jest właśnie poziom Ewangelii, która jest głębsza niż systemy polityczne i gospodarcze.

Producenci win się obłowią. Święta to dla nich dobry czas
Czytaj także
Polecane galerie