Najpopularniejszy w Polsce portal o finansach i biznesie
"Od Niemiec dzieli nas przepaść". Polski producent palet o robieniu biznesu nad Wisłą

"Od Niemiec dzieli nas przepaść". Polski producent palet o robieniu biznesu nad Wisłą

Fot. Jacek Bereźnicki/Biztok

Był sędzią piłkarskim, dziś jego firmy notują roczne obroty dochodzące do 200 mln zł. A na świecie ustępują jedynie Niemcom.

Chodzi o produkcję palet, bez których trudno wyobrazić sobie współczesny transport i logistykę. Największym graczem w Polsce jest Kazimierz Kozik, właściciel firm Palettenwerk i Palko. Nazwa tej pierwszej nieprzypadkowo jest niemiecka. Biztok.pl z Kozikiem rozmawia nie tylko o jego biznesie, ale też o tym, czego Polacy mogliby się i powinni od Niemców uczyć. 

Jacek Bereźnicki: Dlaczego palety?

Kazimierz Kozik: To tak naprawdę dzieło przypadku. Gdy działałem w spółdzielni studenckiej pod koniec lat 80., dowiedziałem się, że pewna firma holenderska chce kupować palety. Miałem to szczęście, że jako sędzia piłkarski miałem kontakty z ludźmi działającymi na tym rynku.

Czy już wtedy istniały w Polsce firmy zajmujące się produkcją palet?

To nie były firmy. Funkcjonowały wówczas w rejonach górskich niewielkie spółdzielnie, które podpisywały umowy z takimi chałupnikami, którzy w warunkach wręcz domowych, ręcznie wykonywali dla nich różne wyroby, właśnie m.in. palety. Zacząłem więc kupować palety od tych spółdzielni, a następnie sprzedawałem je Holendrom. Jednocześnie uruchomiłem własną, bardzo małą produkcję.

Także ręczną?

Oczywiście. Zaczynaliśmy bez jakiegokolwiek kapitału, więc nie dało się wtedy kupić jakichkolwiek maszyn. Zaczynaliśmy od tego, co było wtedy możliwe.

Wszyscy bawili się wtedy w taką partyzantkę?

Na Zachodzie palety w logistyce pojawiły się już w latach 60., ale w Polsce na początku lat 90. Towary ładowało i rozładowywało się ręcznie. Palety były rzadkością, to się dopiero zaczynało.

Jak wyglądało w tamtych czasach wchodzenie w biznes?

Proszę pamiętać, że to był rok 1990. Wszystko wyglądało inaczej, było prostsze. Założenie firmy trwało 5 minut. Składało się formularz, dostawało się potwierdzenie i firma już była. Oczywiście trzeba było jeździć na odprawy celne, ale formalności było wtedy  znacznie mniej niż obecnie.

Dobrodziejstwa ustawy Wilczka.

Tak, ale było coś jeszcze. W tamtych czasach było wielkie zaufanie pomiędzy ludźmi prowadzącymi firmy. Nie było wtedy problemu, żeby wydać towar z odroczonym terminem płatności. Tak było z Lasami Państwowymi, którym płaciliśmy za towar po miesiącu. Teraz nie jest to możliwe.

Co się stało z tym zaufaniem?

Życie okazało się brutalne, część ludzi zaczęło wykorzystywać sytuację. Zresztą banki były wtedy trochę naiwne. Przyjmowały czeki, wypłacały środki od razu na konto okaziciela, a potem zdarzało się, że nie były w stanie odzyskać własnych pieniędzy. Warto pamiętać, że obrót czekowy opiera się na ustawie z... 1936 roku.

A kiedy zaczął pan produkować palety na poważnie – maszynowo?

Pierwszą używaną maszynę dostałem od mojego niemieckiego współpracownika w 1993 roku. Wkrótce sprowadził nam kolejną, a potem nawet ciężarówkę. Spłacałem ją na bieżąco wraz z kolejnymi dostawami palet. W ten sposób bez własnego kapitału stałem się właścicielem narzędzi do produkcji. To był bardzo korzystny układ.

Obecnie jest pan największym producentem palet w Polsce z rocznymi obrotami na poziomie 150-200 mln zł i wieloma stałymi odbiorcami w Europie. Czy to już biznes, który sam się kręci?

Z pewnością nie, jest jeszcze wiele do zrobienia, konieczne są duże inwestycje. Ale największy problem to brak odpowiednich ludzi. Wydaje mi się, że w ogóle mamy teraz problem z niedoborem pracowników, którzy są w stanie podejmować własne decyzje i wykonywać zadania od początku do końca.

To kwestia mentalności czy raczej braku odpowiedniego przygotowania?

Trudno powiedzieć, że ludzie są przygotowani do zawodu. Całe szkolnictwo opiera się na liceach, a studia w Polsce są bardzo ogólne, według mnie nie przygotowują do wykonywania żadnego zawodu. W Polsce istnieje olbrzymi przemysł drzewny, ale system edukacyjny w ogóle nie przygotowuje do pracy w tym sektorze. Co gorsza, ludzie nie mają nawyku pracy z odpowiedzialnością. Oczywiście nie narzekam w tym momencie na swoich pracowników, ponieważ jestem z nich zadowolony. Stale organizujemy szkolenia i dbamy o ich rozwój.

Czy produkcję palet można – tak jak przemysł meblarski – nazwać polską specjalnością? Jesteśmy potentatem w tej dziedzinie?

Raczej tak, zajmujemy drugie miejsce w Europie, ale zdecydowanie największym producentem wciąż są Niemcy.

Jak to możliwe, skoro płace mają kilkukrotnie wyższe niż u nas? Mogłoby się wydawać, że mamy taką przewagę kosztową nad Niemcami, że polskie firmy powinny wyprzeć z rynku tamtejszych producentów.

To nie takie proste. Tartaki niemieckie mają zdecydowanie wyższą efektywność niż polskie, a także produkują drewno wyższej jakości, co ma ogromne znaczenie dla efektywności produkcji palet. Niestety, znacznie słabsza wydajność polskich zakładów w dużym stopniu niweluje naszą przewagę niższych kosztów pracy.

Czy Niemcy faktycznie pracują lepiej? O tym czytaj w dalszej części wywiadu.

Poprzednia strona
  • 1
  • 2
Czytaj także
Polecane galerie